Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczy. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

Wielkie testowanie pigmentów M.A.C

CZEŚĆ!

Jak zapewne dobrze już wiecie pigmenty M.A.C pojawiły się na mojej tegorocznej Wishliście, więc są to produkty, które bardzo cichłabym mieć w swoich kosmetycznych zbiorach. Postanowiłam jednak, że zanim przystąpię do zakupu odcieni, jakie upatrzyłam sobie oglądając swatche w Internecie, to przetestuję jeszcze kilka innych. Udało mi się znaleźć wiarygodną aukcję na Allegro, gdzie za 5 zł. można dostać odsypkę 0,5 ml i tak oto w moje ręce trafiło sześć kolorów!


Jestem naprawdę zadowolona z tego zakupu oraz możliwości samodzielnego sprawdzenia jak pracuje się z tymi kosmetykami. Wszystkie pigmenty zostały naprawdę bardzo drobno zmielone, przez co dość mocno się pylą, ale myślę, że to po części wina tych małych, odkręcanych słoiczków. Co do trwałości to zarówno jasne jak i ciemne odcienie utrzymują się na powiekach cały dzień i nie tracą na swej intensywności. Poniżej zaprezentuję Wam swatche (wykonane poprzez zebranie odrobiny produktu z nakrętki) z nazwami wszystkich kolorów, a także wskażę moich dotychczasowych ulubieńców.



Grape to piękny, nieoczywisty odcień z drobinkami opalizujący na fioletowo-granatowo, choć właściwie ciężko mi go opisać, gdyż jest naprawdę unikatowy. Nakładałam go na mokry jeszcze eyeliner, aby dodać kresce niepowtarzalnego blasku. Moim zdaniem najlepiej prezentuje się właśnie na ciemnym tle.



Burnt Burgundy jest matowym, fioletowym pigmentem z lekką domieszką brązu, co dobrze udało się uchwycić w obiektywie. Niestety ładniej prezentował się w sieci i mimo iż uwielbiam wszelkie odcienie fioletu na powiekach, to ten kolor nie przypadł mi do gustu.



Moonlight Night to ostatni ciemny pigment, który zamówiłam i zdecydowanie najpiękniejszy z tej trójki, choćby dlatego, że jego kolor jest niesamowicie trudny do sprecyzowania. Jako bazę mamy tutaj granat, który delikatnie opalizuje na butelkową zieleń i w dodatku mieni się różnymi refleksami przez dodane drobinki. Zdecydowanie jeden z moich ulubieńców.



Przechodzimy teraz do pigmentów jasnych - jako pierwszy Apricot Pink, bardzo ładny, dziewczęcy róż z drobinkami opalizujący na jasne złoto. Znakomicie prezentuje się solo na powiekach nałożony jedynie na beżowy cień, dodając makijażowi subtelnego koloru i blasku.



Gold to czyste, mieniące się złoto, które jest tak wielofunkcyjne w makijażu oka, że powinno być niezbędnikiem w kosmetyczne każdej z nas. W zasadzie nie muszę się tu rozpisywać - efekt mówi sam za siebie.



Ostatnim z szóstki pigmentów jest pigment Provence, pochodzący z edycji limitowanej. Używałam go bardzo intensywnie w codziennym makijażu oka, bo podobnie jak wyżej wspomniany róż przepięknie wygląda na powiece nawet solo. To cielisty, mieniący się drobinkami beż - godny polecenia, wspaniały neutralny kolor i również mój ulubieniec.

Tak oto prezentuje się moja mini-kolekcja próbek pigmentów z M.A.C. Czy znalazłyście w niej jakieś kolory dla siebie? Jeśli nie, to polecam poszukać aukcji na Allegro, gdzie możecie przetestować więcej kolorów. Radzę jedynie uważać na sprzedawców, gdyż mogą oni sprzedawać podróbki - zawsze najpierw warto zapoznać się z opinią kupujących.

czwartek, 4 grudnia 2014

Pojedynek eyelinerów! | Revlon ColorStay i L'oreal SuperLiner

HEJ!

Jakiś czas temu obiecałam Wam recenzję porównawczą moich dwóch ulubionych eyelinerów w płynie - ColorStay marki Revlon i SuperLiner Black Laquer z L'oleala. Oczywiście potrzebowałam trochę czasu aby dokładnie ocenić jak sprawuje się jeden i drugi; w tym celu przeprowadzałam różne, czasem wręcz ekstremalne testy. ;)


Zacznijmy od firmy L'oreal - wodoodporny eyeliner kosztuje ok. 47zł za 6 ml i znaleźć go możecie praktycznie w każdej drogerii - jest to raczej średnia półka cenowa. Pewnie niektóre z Was nie byłyby w stanie dać tyle za taki produkt, ale ja, maniaczka kreski i makijażu w stylu "pin-up" zapewniam, że jest niesamowicie wydajny, bo nawet przy codziennym stosowaniu wystarcza spokojnie na 2,5 miesiąca.


Posiada miękki, dość cienki gąbeczkowy aplikator, który mógłby być odrobinę cieńszy jak na mój gust, lecz mimo to da się nim namalować precyzyjną kreskę. Myślę, że dałby radę na każdym typie powieki, gdyż łatwo dopasowuje się do kształtu oka. Nie trzeba również nakładać kilku warstw kosmetyku, ponieważ jest on bardzo porządnie napigmentowany - producent zdecydowanie zadbał o to aby zaoferować nam piękną, głęboką czerń o połyskliwym wykończeniu.


Na powiece eyeliner szybko zastyga, tworząc coś w rodzaju super-trwałej lateksowej powłoki, która spokojnie przetrwałaby 24h bez najmniejszego rozmazania - co prawda nie nosiłam go tak długo, ale jestem pewna, iż dałby radę. Niestety ta trwałość ma swoje wady - bardzo trudno się go zmywa, czasem bez pocierania się nie obejdzie. Eyeliner wtedy roluje się i odchodzi płatami; to cecha specyficzna dla tego kosmetyku ze względu na jego formułę.

Drugi produkt z Revlonu z serii ColorStay kosztuje ok. 49zł za 2,5 ml, a więc jest znacznie droższy od poprzednika, biorąc pod uwagę stosunek ceny do ilości produktu. Jednakże już teraz mogę stwierdzić, że będzie równie wydajny, zatem to dobra inwestycja.


Aplikator tego eyelinera to również coś w rodzaju spiczasto zakończonej gąbeczki, ale znacznie krótszej oraz twardszej niż u poprzednika i ze względu na to, narysowanie kreski może stanowić nieco większy problem. Ja potrafię się nim posługiwać bez problemu, jednakże osoby mniej doświadczone  raczej nie będą zadowolone z tej formy aplikacji.


Mamy tu do czynienia z głębokim, odcieniem czerni, zastygającym na zupełny mat po upływie zaledwie kilku sekund. Eyeliner ma formułę bardzo kryjącą, więc nie trzeba kilkukrotnie poprawiać namalowanej linii; niestety nie jest ona wodoodporna, jednak mimo to utrzymuje się naprawdę długo, nie tracąc na intensywności oraz nie rozmazując się. Może nie wytrzymałby w stanie idealnym tych 24h, ale na pewno jego trwałość oscylowałaby w tych granicach. :)


Tak oba produkty prezentują się na dłoni. Aby udowodnić Wam, że naprawdę nie kłamię co do ich trwałości, przetarłam dłoń palcem zamoczonym w wodzie. Efekty możecie zobaczyć na kolejnym zdjęciu. Pamiętajcie, iż porównujemy tu kosmetyk wodoodporny (L'oreal) i "zwykły" (Revlon).


Reasumując - oba produkty są naprawdę świetne, sądzę że nawet zaliczają się do grona najlepszych na drogeryjnym rynku. Uwielbiam mój eyeliner z  L'oreala, jednakże jestem wielką entuzjastką matu, więc wybrałabym ColorStay ze względu na wykończenie
A Wam polecam zainwestować przynajmniej w jeden z niech, aby cieszyć się perfekcyjnie wyglądającym makijażem przez wiele godzin! 

wtorek, 2 grudnia 2014

Ulubieńcy listopada #2

CZEŚĆ!

Nie wierzę, że ten miesiąc tak szybko zleciał i już mamy grudzień... no ale niestety, długie wieczory i coraz to niższe temperatury zwiastują nieubłaganie nadejście zimy, a co za tym idzie również Świąt. Wpływy ochłodzenia zdecydowanie widać w listopadowych ulubieńcach - powoli zaczynam zmieniać sposób pielęgnacji na bardziej "zimowy". Mój makijaż także ulega zmianie, choć w dalszym ciągu najmocniejszy akcent pada na oczy - mają być wyraziste i przykuwać uwagę. :)
A zatem, przedstawiam Wam listę ulubieńców minionego miesiąca:
 

Pędzel Hakuro H50  

Używałam go bardzo intensywnie, szczególnie pod sam koniec miesiąca, kiedy nakładałam mój nowy podkład z M.A.C (recenzja już niebawem!:). Genialnie współpracuje z kosmetykami o konsystencji płynnej z gęściejszymi nie radzi sobie za dobrze. Podoba mi się efekt niemal idealnie "wtopionego" w skórę podkładu; dzięki takiemu solidnemu zagruntowaniu mogę być pewna, że mój makijaż spokojnie przetrwa cały dzień w szkole.

Revlon ColorStay Liquid Eyeliner 

W końcu odnalazłam swój matowy eyeliner idealny, który wygodnie się nakłada i wytrzymuje na powiekach naprawdę długo w stanie niemal nienagannym. Nie chcę się za bardzo rozpisywać na jego temat, bo przygotowałam już post, w jakim porównuję go z moim ulubionym L'orealem, a więc poczekajcie, niebawem pojawi się na blogu. :)

NYX HD Photogenic Concealer 

Nie wyobrażam sobie makijażu bez tego małego cudotwórcy. Całkowicie przykrywa moje wydatne sińce pod oczami, pięknie rozświetla twarz ze względu na swój niemalże biały kolor (posiadam odcień CW01) oraz utrzymuje się cały dzień bez najmniejszych poprawek. Więcej na jego temat możecie poczytać >>>TU<<<

Maybelline SuperStay 14h Lipstick nr. 160 - "Infinitely Fuchsia"

Pokochałam ten kolor od pierwszego zobaczenia w drogerii; zresztą zwrócił on nie tylko moją uwagę; wiele osób dopytywało się mnie o tę szminkę, kiedy ją nosiłam. Pigment bardzo mocno "wżera" się w wargi, dzięki czemu wytrzymuje ona u mnie 8 godzin. Nie zauważyłam żeby przesuszyła moje usta, chociaż ma wykończenie matowe. Więcej o niej przeczytacie >>>TU<<<

Sylveco rumiankowy żel do twarzy 

To dzięki niemu stan mojej skóry uległ diametralnej zmianie, oczywiście na lepsze; nie mam już problemu z ropnymi zmianami na czole i w okolicach skrzydełek nosa. Jeżeli jakieś drobne wypryski okresowo się pojawiają, to zostają wchłonięte w ciągu 2-3 dni. Cera pojaśniała, nabrała promiennego wyglądu i przede wszystkim została oczyszczona. Żel rumiankowy stosowałam codziennie wieczorem, czasem również i rano, a nadal mam ok. 1/3 buteleczki.

Sylveco oczyszczający peeling ze skrzypem 

Nie chciałam tych produktów opisywać w duecie, tak jak zrobiłam to >>>TU<<<, gdyż chciałam pokrótce przybliżyć Wam ich działanie z osobna. Peelingu używałam 2 razy w tygodniu; za każdym razem pozostawiał skórę przyjemnie gładką, nawilżoną oraz czystą, a także dobrze radził sobie z suchymi skórkami na nosie. Miałam wrażenie, że kremy, które później nakładałam na wypeelingowaną nim twarz działały silniej - w każdym razie to uczucie było bardzo przyjemne. :)

Glinka zielona francuska + olej arganowy

Te dwa produkty zamówiłam kiedyś ze strony "Natura dla piękna" i teraz w okresie jesienno-zimowym powróciłam do ich intensywnego używania. Łyżeczkę glinki mieszam z połową łyżeczki wody i kilkoma kroplami olejku arganowego - to właśnie dzięki niemu maseczka ma spotęgowane działanie nawilżające i wygładzające. Po zmyciu skóra jest dogłębnie odżywiona oraz oczyszczona i te efekty naprawdę czuć. 
Dodatkowo dwa razy w tygodniu, wieczorem, na krem nakładam kilka kropel olejku co również potęguje odżywcze działanie kosmetyków. Dzięki temu zabiegowi mam pewność, że niskie temperatury nie wyrządzą mojej skórze najmniejszej krzywdy!

Tak oto dobrnęliśmy do końca! Myślę, że większość z Was, czytająca uważnie moje posty, zapewne wiedziała o jakich produktach napiszę, więc nie było to jakieś wielkie zaskoczenie. :)
A tymczasem przed nami grudzień - miesiąc prezentów i szalonych, świątecznych makijaży! Może z tej okazji pojawią się jakieś "specjalne posty" na blogu? Co o tym sądzicie, o czym chciałybyście przeczytać? 

piątek, 28 listopada 2014

Jesienny projekt denko #1

HEJ!

W mojej "skrzyni ze zużytymi kosmetykami" nazbierało się już trochę pustych opakowań, co oznacza tylko jedno - czas je wyrzucić i podsumować ich działanie w jesiennym projekcie denko! :)
Już teraz, na wstępie pragnę zaznaczyć, iż notki tego typu będą pojawiały się u mnie raz na 2-3 miesiące, w zależności od tego, jak szybko będę zużywać produkty. Myślę że forma kwartalna tych postów - jesień, zima, wiosna, lato - będzie najfajniejsza, bo wraz z nadejściem nowej pory roku zmieniam większość kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych


1. Max Factor Facefinity All Day Primer - Baza pod podkład: kupiłam ją w lipcu i skończyłam we wrześniu, więc towarzyszyła mi przez całe wakacje w największe upały. Wygładzała ładnie twarz, dawała satynowy efekt i przyjemnie rozprowadzało się na niej podkłady. Nie zauważyłam jednak, żeby jakoś znaczący wpływała na absorpcję potu i sebum. Tak sobie przedłużała makijaż.
Kupisz ponownie? - NIE, chciałabym przetestować inne bazy.

2. L'Oreal True Match The Foundation Super Blendable - Podkład: Musiałam znaleźć na niego sposób i odkąd zaczęłam nakładać go pędzlem stał się moim ulubionym podkładem drogeryjnym - nie zostawia smug na twarzy, ładnie stapia się z cerą, całkiem nieźle matuje i utrzymuje się na twarzy do 8 godzin. Posiadałam odcień N1 - najjaśniejszy w gamie neutralnych.
Kupisz ponownie? - TAK, zużyłam już 4 opakowania i na pewno kiedyś jeszcze do niego wrócę.

3. Eveline Big Volume Lash Professional Mascara Natural BIO Formula - Tusz do rzęs: Zielona wersja najbardziej przypadła mi do gustu - daje piękny, ale wciąż naturalny efekt gęstych, długich rzęs bez grudek. Silikonowa szczoteczka, której bardzo wygodnie się używało perfekcyjnie rozdziela. Tusz wytrzymywał cały dzień, może nieznacznie się osypywał pod koniec użytkowania.
Kupisz ponownie? - NIE WIEM, chciałabym jeszcze przetestować tyle tuszy...

4. Batiste "Fruity and Cheeky Cherry" i "Sassy and Daring Wild" - Suchy szampon: Wszystkie suche szampony tej firmy w podstawowej wersji mają dokładnie to samo działanie - odświeżają włosy, nadają im objętości i ułatwiają układanie. Różnią się jedynie zapachem, a ta dwa należą do moich ulubionych.
Kupisz ponownie? - TAK, już teraz w planach mam zakup zapachu orientalnego.


5. Tołpa Dermo Face Rosacal - Płyn micelarny: Bardzo łagodny płyn o przyjemnym, różanym zapachu. Nie pozostawiał skóry ściągniętej, przyjemnie koił i dobrze zmywał makijaż. Trzeba było trochę pocierać przy zmywaniu eyelinera z oczu, ale dawał radę i nie podrażniał. Produkt ekonomiczny - 400 ml wystarcza na długo, ale mimo to trochę za drogi (38zł.)
Kupisz ponownie? - NIE, już znalazłam swojego faworyta i jest nim Mixa.

6. Lirene Dermoprogram Cera Naczynkowa 3w1 - Płyn micelarny: Kupiłam go zaraz po zużyciu poprzednika, gdyż była na nie promocja w Biedronce. I w tym wypadku urzekł mnie delikatny kwiatowy zapach. Działanie miał w zasadzie zbliżone do Tołpy, choć nie koił i nie zmywał równie skutecznie. Szybko się skończył, ale nie będę po nim rozpaczać. :)
Kupisz ponownie? - NIE WIEM, jest tani, więc gdy będę potrzebowała czegoś na szybko...


7. Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka - Żel myjący, normalizujący: Ta seria produktów Ziaji szumem weszła na rynek; dużo się o nich mówiło, dużo pisało. Ja z początku tez byłam nimi zachwycona, jednakże efekty stosowania były nikłe... ten żel dobrze odświeżał, oczyszczał nie wysuszając przy tym skóry i mnie nie uczulił. Pozostawiał twarz lekko ściągniętą, ale dla mnie nie był to problem.
Kupisz ponownie? - NIE, znam lepsze produkty.

8. Pharmaceris antybakteryjny żel myjący, seria T: Używałam go pod koniec wakacji, po powrocie z za granicy i myślę, że to jemu zawdzięczam przyzwoity stan mojej skóry po solidnej dawce słońca i słonej wody. Bardzo dobrze oczyszczał, pozostawiał skórę gładką i matową. A w dodatku był wydajny.
Kupisz ponownie? - NIE WIEM, pewnie wrócę do niego w okresie letnim.

9. Sylweco Tymiankowy żel do twarzy - Żel myjący: Ten produkt gościł już u mnie w ULUBIEŃCACH więc nie będę się na jego temat tu już rozpisywać. Wiecie, iż bardzo lubię produkty tej firmy i w najbliższym czasie nie zamierzam z nich rezygnować. ;)
Kupisz ponownie? - TAK, z pewnością nie raz!


10. Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka - Krem na noc: Kolejny produkt marki Ziaja z tej jakże osławionej serii. Używałam go regularnie, każdego wieczora i mimo obietnic producenta nie zauważyłam u siebie znikome wręcz efekty - subtelna poprawa nawilżenia skóry i jej delikatne rozjaśnienie. Nie zapchał mnie, więc szybko go zużyłam i... wyrzuciłam.
Kupisz ponownie? - NIE, chcę spróbować silniejszych kwasów.


11. Decubal - Krem do rąk: Wiązałam wielkie nadzieje z tym kremem, tym bardziej, że niestety mam skłonność do przesuszania się dłoni. Jego działanie oceniam na dobre - poprawił stan moich rąk, nie miałam już takiego problemu ze skórkami przy paznokciach czy łuszczącą się skórą na palcach. Jednakże krem ten tak przeokropnie śmierdział i wchłaniał się latami, że nie można było wytrzymać z nim na rękach - dlatego nie zużyłam go do końca.
Kupisz ponownie? - NIE, przenigdy!

12. Balea Rumiankowy krem do rąk i paznokci: Kupiłam go w trakcie pobytu na wakacjach w DM'ie, a zaczęłam używać po powrocie do Polski na zmianę z Decubalem. W przeciwieństwie do poprzednika ten nie pozostawiał tłustej warstwy na dłoniach, szybko się wchłaniał i miał ładny, lekki zapach. Niestety jego działanie pozostawiało wiele do życzenia - na krótko poprawiał stan moich rąk.
Kupisz ponownie? - NIE, poszukam czegoś lepszego.

I tak oto dobrnęliśmy do końca! Jak Wam się podobało? Czy używaliście któregoś z tych produktów? Koniecznie dajcie mi znać co o nich myślicie i jakie zamienniki tych produktów polecacie! :)

sobota, 22 listopada 2014

W poszukiwaniu korektora idealnego | NYX HD Concealer

CZEŚĆ!

Moje poszukiwania korektora idealnego trwały naprawdę bardzo długo, ponieważ na polskim rynku naprawdę mamy w czym wybierać... lecz tkwi tu pewien haczyk. Niestety w naszym kraju jakoś tak dziwnie się przyjęło, że słowo "korektor" określa dwa różne typy produktu - typowy "poprawiacz" (ukrywający np.: niedoskonałości, drobne ranki czy przebarwienia) i "kamuflaż", który delikatnie odbija światło przy zachowaniu lekkiego krycia. Ale nie o tym dzisiaj mowa. :)

Dziś zapraszam Was na recenzję NYX HD Photogenic Concealer!


Z dostępnością produktu nie ma raczej większego problemu, ponieważ znajdziecie go niemal we wszystkich w Douglasach w szafie NYX oraz w sklepie stacjonarnym firmy. Za 3g zapłacimy 29,90 zł. więc jest to raczej średnia półka cenowa.


Sam produkt zamknięty jest w typowym dla korektorów, plastikowym, smukłym opakowaniu z błyszczykowym aplikatorem, co niestety nie jest zbyt higieniczne, dlatego jeżeli chcecie używać go do przykrycia większych wyprysków lub zmian trądzikowych to odradzam bezpośredni kontakt z tą włochatą gąbeczką. Ja jednak stosuję go w celu ukrycia moich znienawidzonych cieni pod oczami i uważam, że do tego najlepiej się nadaje.


Gama kolorystyczna należy do bardzo bogatych - dostępnych jest aż 11 kolorów w tym "odcienie specjalne" takie jak żółty, fioletowy i zielony, więc każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Ja posiadam odcień najjaśniejszy, czyli CW 01 - "Porcelain", który mimo iż jest niemal biały, posiada leciutkie różowe tony, nieodznaczające się jednak na skórze.
Konsystencja korektora jest bardzo lekka, nietłusta, a to za sprawą wody, którą znajdziemy na pierwszym miejscu w składzie. Trzeba go jednak szybko wklepać, ponieważ po chwili zaczyna on zastygać, tworząc na skórze suchą, pozbawioną błysku warstwę - dlatego rozprowadzenie kosmetyku placem da najładniejszy efekt. Nawet po całym dniu noszenia NYX nie zbiera się w załamaniach, nie roluje i co najważniejsze nie traci na intensywności krycia!
 

 Pamiętajcie, że aparat/kamera ZAWSZE podkreśla worki i cienie pod oczami!

Korektory typu concealer powinny rozświetlać okolice pod oczami, a kamuflaże ukrywać mankamenty urody - w produkcie tej firmy doskonale zbalansowano obie właściwości. Dzięki mocnemu kryciu sińce nie są widoczne, skóra wygląda na naturalnie wypoczętą, w dodatku kosmetyk pięknie stapia się z cerą.
Produkt byłby prawdziwym ideałem, gdyby nie dwie maleńkie wady, jakie mogą niektórym przeszkadzać i zniechęcić do zakupu. Pierwszą jest zapach - dziwny, podobny nieco do farby olejnej (całe szczęście błyskawicznie się ulatnia). Poza tym nie poleciłabym go osobom mającym problemy z suchą skórą w okolicach pod ozami, bo ma on tendencję do jej przesuszania. Radzę stosować krem mocno nawilżający, aby zniwelować ten efekt.

Podsumowując - uważam, że kosmetyk NYX wart jest każdej wydanej złotówki. To produkt o niesamowitych właściwościach kryjących i trwałości, wyglądający bardzo naturalnie na skórze. Dla mnie - cudotwórca; dzięki niemu moje sińce pod oczami nie stanowią już takiego problemu! :)    

niedziela, 16 listopada 2014

Zakupowe szaleństwo | Zdobycze z Rossmanna

WITAJCIE!

Jak już zapewne wiecie od 10 do 19 listopada w drogeriach Rossmann trwa akcja 1+1 - czyli kupując jeden produkt z kolorówki drugi, który jest w tej samej cenie bądź tańszy, otrzymujemy gratis. Nie mogłam przepościć takiej okazji, dlatego moje zbiory kosmetyczne wzbogaciły nowe kosmetyki do makijażu.
Tak prezentują się moje wszystkie zdobycze:

 

Zacznijmy od rzeczy najtańszych - bibułki matujące z Wibo. Zakochałam się w tym gadżecie od pierwszego użycia, dlatego teraz zrobiłam sobie zapas i kupiłam dwa opakowania. Znakomicie przedłużają żywotność makijażu - wystarczy lekko je przycisnąć w świecące się miejsca by zebrać sebum, a potem lekko przypudrować twarz; makijaż jest odświeżony!


Następne w kolejce mamy dwa lakiery marki Maybelline z serii Super Stay 7 Days. Te dwa kolorki - 490 - Hot Salsa, 635 - Surreal - wzięłam dla mojej mamy, ponieważ ja nie gustuję w takich odcieniach na dłoniach. Sama posiadam piękną, ciemną czerwień z tej serii, 08 - Passionate Red i sprawdza się naprawdę znakomicie - na moich paznokciach trzyma się faktycznie 7 dni.


Od jakiegoś czasu szukałam produktu do brwi, który odpowiadałby mi idealnie kolorem, dlatego gdy zobaczyłam Master Shape Maybelliene w odcieniu Deep Brown, postanowiłam, że wezmę ją w ciemno (dorzuciłam ją do zakupów mamy :). Kolor mi odpowiada, kredka jest miękka, ma właściwości woskujące, co trzyma włoski na miejscu, no i poza tym na drugim końcu zamontowano szczoteczkę do przeczesywania, co znacznie ułatwia szybkie zrobienie brwi.



Pierwszy produkt marki Revlon to puder prasowany "Nearly Naked" w kolorze 010 - Fair Clair. Według producenta ma on dawać efekt jedwabiście gładkiej skóry, zmniejszać widoczność niedoskonałości i przy tym jeszcze naturalnie wyglądać na twarzy. Po kilku zastosowaniach muszę przyznać, że wszystkie obietnice zostały spełnione, a w dodatku puder ten całkiem przyzwoicie matuje!



Do pary skusiłam się na ColorStay Liquid Liner w kolorze Blackest Black. Uwielbiam swój eyeliner z L'oreala, ale daje on połyskliwe wykończenie na oku, a ja szukałam czegoś matowego. Kupiłam ten kosmetyk w ciemno, czego zazwyczaj nie robię, ale pierwszym użyciu jestem z niego bardzo zadowolona. Aplikator jest bardzo łatwy w obsłudze, przez 10 godzin nie rozmazał się ani nigdzie nie poschodził, a kolor nie stracił na intensywności.

 


Na tym zdjęciu porównałam oba produkty - czerń z Revlonu wydaje się być bardziej napigmentowana, ale jest to spowodowane oświetleniem i "lateksowym" wykończeniem L'oreala, który mocno odbija światło. W rzeczywistości głębia koloru jest porównywalna.


Tak więc, to wszystko co upolowałam na promocji w Rossmannie. Zastanawiałam się jeszcze nad jakimiś szminkami, lecz stwierdziłam, że kupię sobie parę kolorków na stoisku Golden Rose z serii Velvet Matte, bo jestem miłośniczką takiego wykończenia we wszelkich kosmetykach. :)
Koniecznie napiszcie mi co sądzicie o tych produktach czy je znacie, czy ich używałyście i jak Wam się sprawdziły?

piątek, 7 listopada 2014

Krem pod oczy z Ziaji | Walkę z cieniami czas zacząć!

WITAJCIE!

W poniedziałek, gdy wracałam ze szkoły, zajrzałam po drodze do drogerii, z której oczywiście nie mogłam wyjść pustymi rękoma. Astor, do jakiego się udałam, ma wyjątkowo obszerny asortyment marki Ziaja, więc to tam zaczęłam swe poszukiwania. I tak oto stałam się posiadaczką kremu pod oczy i na powieki rozjaśniającego cienie pod oczami z bławatkiem.

Niestety, jestem osobą dość hojnie obdarzoną przez naturę pięknymi fioletowo-niebieskimi cieniami pod oczami. Wczesne wstawanie, wieczory przed komputerem i późne udawanie się na spoczynek dodatkowo jeszcze uwydatnia mój problem. Dlatego powiedziałam sobie - dość! Czas temu zaradzić.


Krem kosztował 5,50 zł. i za tę cenę mamy 15 ml produktu, a więc dużo i tanio. Zapakowany był w estetyczne opakowanie, zabezpieczone folią z wyszczególnionymi obietnicami producenta i składem, na który teraz rzucimy okiem:


A więc: Aqua [woda], Caprylic/Capric Triglyceride [emolient tłusty], Cetearyl Glucoside [emulgator, stabilizator], Cetearyl Alcohol [emolient tłusty], Hydrogenated Coco-Glycerides [emolient, tłuszcz kokosowy], Elaeis Guineensis Oil [olej palmowy], Octyldodecanol [emolient, stabilizator], Glycerin [gliceryna, humektant], Panthenol [pantenol, humektant], Ceteareth-20 [emulgator], Propylene Glycol [glikol propylenowy, humektant,], Centaurea Cyanus Flower Extract [ekstrakt z bławatka], Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer [emulgator, stabilizator], Isohexadecane [emolient suchy], Polysorbate 80 [emulgator], Tocopheryl Acetate [witamina E], Retinyl Palmitate [witamina A], Sodium Polyacrylate [stabilizator, wiąże składniki kosmetyku], Methylparaben [konserwant], Ethylparaben [konserwant], DMDM Hydantoin [konserwant]
Na czerwono zaznaczyłam substancje komedogenne (mogące zapychać) na zielono substancje mogące wywołać podrażnienie, a na fioletowo alergeny.

Skład niestety do wybitnych nie należy, kosmetyk może zapychać albo podrażnić a nawet uczulić osoby ze skórą wyjątkowo wrażliwą. Moim zdaniem produkt przeznaczony do tak delikatnych stref jak skóra pod oczami powinien być mniej napakowany chemią.


Krem ma lekką, rzadką konsystencję, jest pozbawiony zapachu. Szybko się wchłania po aplikacji, daje przyjemne uczucie nawilżenia, które niestety nie utrzymuje się dość długo. Okolice oczu i powieki, zmęczone i lekko opuchnięte po całym dniu niestety nie zostały ukojone. Po tych kilku użyciach jeszcze nie mogę stwierdzić, czy krem rzeczywiście rozjaśnia te uporczywie sińce...
Na plus mogę zaliczyć jeszcze to, iż z pewnością będzie wydajny, nie trzeba używać go dużo.

Zobaczymy, czy Ziaja da sobie radę z moim problemem, bo na ten moment nie zapowiada się aby kosmetyk miał zdziałać cuda. Mam nadzieję, że mnie również nie zapcha, ponieważ moje oczy mają skłonność do podrażnień i reakcji alergicznych na niektóre produkty...

Ja na dziś się z Wami żegnam i zapraszam na mojego Facebooka!