CZEŚĆ!
Jak zapewne dobrze już wiecie pigmenty M.A.C pojawiły się na mojej tegorocznej Wishliście, więc są to produkty, które bardzo cichłabym mieć w swoich kosmetycznych zbiorach. Postanowiłam jednak, że zanim przystąpię do zakupu odcieni, jakie upatrzyłam sobie oglądając swatche w Internecie, to przetestuję jeszcze kilka innych. Udało mi się znaleźć wiarygodną aukcję na Allegro, gdzie za 5 zł. można dostać odsypkę 0,5 ml i tak oto w moje ręce trafiło sześć kolorów!
Jestem naprawdę zadowolona z tego zakupu oraz możliwości samodzielnego sprawdzenia jak pracuje się z tymi kosmetykami. Wszystkie pigmenty zostały naprawdę bardzo drobno zmielone, przez co dość mocno się pylą, ale myślę, że to po części wina tych małych, odkręcanych słoiczków. Co do trwałości to zarówno jasne jak i ciemne odcienie utrzymują się na powiekach cały dzień i nie tracą na swej intensywności. Poniżej zaprezentuję Wam swatche (wykonane poprzez zebranie odrobiny produktu z nakrętki) z nazwami wszystkich kolorów, a także wskażę moich dotychczasowych ulubieńców.
Grape to piękny, nieoczywisty odcień z drobinkami opalizujący na fioletowo-granatowo, choć właściwie ciężko mi go opisać, gdyż jest naprawdę unikatowy. Nakładałam go na mokry jeszcze eyeliner, aby dodać kresce niepowtarzalnego blasku. Moim zdaniem najlepiej prezentuje się właśnie na ciemnym tle.
Burnt Burgundy jest matowym, fioletowym pigmentem z lekką domieszką brązu, co dobrze udało się uchwycić w obiektywie. Niestety ładniej prezentował się w sieci i mimo iż uwielbiam wszelkie odcienie fioletu na powiekach, to ten kolor nie przypadł mi do gustu.
Moonlight Night to ostatni ciemny pigment, który zamówiłam i zdecydowanie najpiękniejszy z tej trójki, choćby dlatego, że jego kolor jest niesamowicie trudny do sprecyzowania. Jako bazę mamy tutaj granat, który delikatnie opalizuje na butelkową zieleń i w dodatku mieni się różnymi refleksami przez dodane drobinki. Zdecydowanie jeden z moich ulubieńców.
Przechodzimy teraz do pigmentów jasnych - jako pierwszy Apricot Pink, bardzo ładny, dziewczęcy róż z drobinkami opalizujący na jasne złoto. Znakomicie prezentuje się solo na powiekach nałożony jedynie na beżowy cień, dodając makijażowi subtelnego koloru i blasku.
Gold to czyste, mieniące się złoto, które jest tak wielofunkcyjne w makijażu oka, że powinno być niezbędnikiem w kosmetyczne każdej z nas. W zasadzie nie muszę się tu rozpisywać - efekt mówi sam za siebie.
Ostatnim z szóstki pigmentów jest pigment Provence, pochodzący z edycji limitowanej. Używałam go bardzo intensywnie w codziennym makijażu oka, bo podobnie jak wyżej wspomniany róż przepięknie wygląda na powiece nawet solo. To cielisty, mieniący się drobinkami beż - godny polecenia, wspaniały neutralny kolor i również mój ulubieniec.
Tak oto prezentuje się moja mini-kolekcja próbek pigmentów z M.A.C. Czy znalazłyście w niej jakieś kolory dla siebie? Jeśli nie, to polecam poszukać aukcji na Allegro, gdzie możecie przetestować więcej kolorów. Radzę jedynie uważać na sprzedawców, gdyż mogą oni sprzedawać podróbki - zawsze najpierw warto zapoznać się z opinią kupujących.































