Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

Ulubieńcy stycznia #3

HEJ!

A więc znów nadszedł czas podsumowań... nawet nie wiem, kiedy ten miesiąc zleciał. Być może dlatego, że cieszyłam się feriami i wolnym czasem, co pozwoliło mi zregenerować siły aż do następnej, świątecznej przerwy. Styczeń nie obfitował w jakieś szczególne odkrycia kosmetyczne, jeżeli chodzi o kolorówkę - pozostałam wierna produktom, które się u mnie sprawdzają i nie zamierzam z nich rezygnować w najbliższym czasie. Mimo to mam nadzieję, że wpis Was zaciekawi oraz przekona do zapoznania się z recenzjami, zamieszczonymi na moim blogu. :)


Jeżeli chodzi i podkład, korektor i szminkę, to nie chciałabym się tu nad nimi rozwodzić, gdyż na moim blogu znajdziecie ich recenzje. Wspominałam o tych produktach setki razy, więc nie widzę sensu, by po raz kolejny się nad nimi tutaj zachwycać. :)

Puder Revlon Nearly Naked - 010 "Fair Clair"

Kupiłam go w czasie trwania promocji 1+1 w Rossmannie i od tamtej pory słuch po nim zaginął, a to dlatego, że musiałam dłużej go poużywać by się do niego przekonać. Wspaniale wykańcza makijaż, dodając średniego krycia, pięknie stapia się z podkładem trzymając go w ryzach przez cały dzień. Ale co najważniejsze - skóra po jego zastosowaniu jest gładka, równa, niemal idealna. Jedynym minusem jak dla mnie jest słaby efekt matu, bo w strefie T zaczynam świecić się już po 3 godzinach.

Konturówka do ust Misslyn nr. 96

Wspominałam o niej niedawno, gdyż jest to mój dość świeży zakup. Polubiłam ją, mimo tego, że jest twarda i nie zostawia zbyt wiele koloru na ustach. Mnie jednak to odpowiada, bo bardzo trudno jest nią krzywo wyrysować kontur. Pozwala szmince utrzymać się dłużej i nie rozlewać nieestetycznie poza wargi.

Tusz do rzęs Eveline Big Volume Lash Waterproff

Pisałam o tym tuszu  w ostatnim denku, z ta różnicą, że posiadałam wtedy wersję zieloną. Niebieska różni się od swojej bliźniaczki jedynie tym, iż jest wodoodporna, przez co bardziej trwała. Daje naturalne wykończenie na rzęsach, a sylikonowa szczoteczka precyzyjnie je rozdziela. Naprawdę cieszę się, że wróciłam do tego produktu.


Pharmaceris emulsja matująca do twarzy + 10% kwas migdałowy

Na temat tego duetu możecie poczytać >>>TU<<<. W poście tym obiecałam podzielić się z Wami moimi odczuciami dotyczącymi tej miniaturki kremu z kwasem migdałowym. Po ok. półtorej miesiąca stosowania wykończyłam 15 ml opakowanie i jestem nieco zawiedziona efektami. Moja skóra stała się jaśniejsza przynajmniej o ton, wyszło również parę niedoskonałości, ale nie zauważyłam jakiejś diametralnej zmiany - pewnie za krótko go używałam. Byłabym więc skora kupić produkt pełnowymiarowy.

Tołpa mydło borowinowe

Przekonałam się do mycia ciała produktami pozbawionymi chemicznych spieniaczy czy polepszaczy zapachu i myślę, że moja skóra będzie mi za to wdzięczna. Naturalna pielęgnacja wyjdzie na dobre każdemu, co do tego nie ma wątpliwości. Na temat tego mydełka wypowiadałam się już >>>TU<<< .

Bourjois płyn micelarny

Udało mi się go nabyć na promocji w SuperPharmie i szczerze żałuję, iż nie zrobiłam wtedy zapasów. Bardzo polubiłam się z tym płynem, bo w końcu mam wrażenie, że mój makijaż oczu jest dokładnie zmyty i rano nie budzę się z czarnymi od resztek tuszu powiekami. Płyn działa delikatnie, aczkolwiek dokładnie usuwa wszystko z twarzy, przy czym nie podrażnia skóry. Szczerze Wam go polecam, gdyż jest naprawdę świetny! 

Tak oto zakończyliśmy tę krótką, treściwą listę ulubieńców minionego miesiąca. Koniecznie dajcie mi znać czy również podzielacie moją opinię odnośnie tych kosmetyków, oraz co najbardziej przypadło Wam do gustu! :)

czwartek, 1 stycznia 2015

Ulubieńcy minionego roku!

WITAJCIE!

Przede wszystkich chciałam Was wszystkich powitać w tym nowym roku 2015 i życzyć wszystkiego najlepszego! Oby spełniły się wszystkie Wasze marzenia oraz abyście dzielnie wytrwali w swych postanowieniach. Ja mam zamiar dotrzymać wszystkich! ;)
A teraz przejdę już do głównego tematu tego wpisu czyli ulubieńców minionego roku. Są to nie tylko produkty, których przyjemnie mi się używało - te kosmetyki zrewolucjonizowały w pewien sposób dziedziny makijażu i/lub pielęgnacji do jakiej zostały stworzone. Nie chcę się rozpisywać na temat każdej rzeczy, dlatego przedstawię Wam ją oraz z grubsza uargumentuję dlaczego zasłużyła na wyróżnienie. Zacznijmy zatem od kolorówki:




Podkład M.A.C Matchmaster Foundation SPF15

Na jego temat pojawił się niedawno post >>>TU<<<, więc pod ten adres kieruję wszystkich zainteresowanych szczegółową recenzją. Nigdy nie miałam lepszego podkładu - to jak M.A.C utrzymuje się na twarzy i jak pięknie na niej wygląda trudno jest wyrazić słowami. Wytrzyma wszystko w stanie niemal idealnym i do tego nigdzie się nie zbiera ani nie roluje przez calutki dzień. Nie wiem czy przez niego kiedykolwiek będę w stanie sięgnąć po drogeryjne fluidy. ;)

Szminka M.A.C "Faux" wykończenie satin

Jest to moja pierwsza szminka z tej firmy i już teraz wiem, że na pewno nie ostatnia. Szukałam koloru nude, zbliżonego do odcienia moich ust i tak trafiłam na "Faux". Ma ona wykończenie satynowe, jest bardzo kremowa i niesamowicie przyjemna w noszeniu, a utrzymuje się 8-9 godzin. Pragnę zaznaczyć, że w tym czasie jadłam porządny obiad i w międzyczasie jeszcze jakieś drobne przekąski. Niebawem opublikuję wpis na jej temat - tymczasem >>>TU<<< możecie zobaczyć jak ona wygląda. ;)


Eyeliner SuperLiner Black Laquer L'oreal 

Zdecydowanie najbardziej trwały i najlepszy spośród eyelinerów w pisaku. Lubię go, chociaż obecnie preferuję matową, czarną kreskę na oku, a jego wykończenie przypomina lateks, jest dość połyskliwe. Więcej o nim oraz o jego konkurencie napisałam >>>TU<<< .

Korektor HD NYX Photogenic Concealer

Mam najjaśniejszy odcień nr. 01 'Porcelain" i polecam go wszystkim bladziochom oraz osobom szukającym mocnego rozświetlenia, bo jest niemal biały. Dzięki temu małemu cudeńku pożegnałam się z moimi okropnymi cieniami pod oczami, gdyż całkowicie je zakrył! Bardzo odświeża cały makijaż, sprawia, że skóra okolic wokół oczu wygląda na wypoczętą. Więcej o NYX >>>TU<<<.


Pędzel "flat top" Hakuro H50

Pędzel typu flat top to moim zdaniem najlepsze narzędzie do nakładania podkładów o konsystencji lejącej, bardziej płynnej. Bardzo podoba mi się naturalny efekt "wtopionego" w skórę fluidu jaki możemy nim uzyskać. Dodatkowo wszelkie pędzle, a w szczególności flat topy poprawiają właściwości kryjące oraz trwałość produktów, jakie nimi nakładamy. ;)

Pędzel Ecotools

Niestety nie wiem, jak nazywa się ten pędzel, bo wszelkie oznaczenia się z niego starły, ale możecie dostać go w niemal każdej drogerii w granicach 17 zł. Jest on płaski i jednakowoż skośnie ścięty po bokach, co sprawia, że możemy wykorzystać go w makijażu oka na wiele sposobów. Większość cieni nakładałam właśnie przy jego pomocy i byłam bardzo zadowolona z rezultatów.

Pędzelek do eyelinera Maestro 790 R 0

Mój absolutny hit, jeżeli chodzi o rysowanie precyzyjnej kreski. Nie przepadam w tym wypadku za tradycyjnymi, skośnie ściętymi pędzelkami, wolę używać ich do brwi. Ten maluszek jest bardzo cieniutki - 1mm - co znacznie ułatwia namalowanie jaskółki na powiece. W dodatku kosztował mnie jedyne 10 zł. a znaleźć go możecie niemalże w każdym sklepie internetowym.



Sylveco rumiankowy żel do mycia twarzy i peeling ze skrzypem

Ten rok nie obfitował w odkrycia pielęgnacyjne; nadal nie odkryłam swojego kremu idealnego, ale udało mi się wypracować nowy rytuał oczyszczania twarzy. Wszystko dzięki tym dwóm produktom marki Sylveco! Co prawda nie występują one w duecie jako zestaw, ale stanowią świetne połączenie, które znakomicie sprawdza się przy mojej tłustej cerze. Więcej o tych produktach możecie poczytać >>>TU<<<.

AVON waniliowe masełko do ust

Co tu dużo pisać? Świetnie odżywiające i nawilżające usta masełko, które kosztowało mnie grosze... idealne na absolutnie każdą porę roku, a w szczególności na zimę.



Maybelline Super Stay 7 days nr. 08 - Passionate Red

Mogłabym nosić ten kolor na paznokciach non-stop, gdyż jest to najpiękniejszy odcień czerwieni z jakim się spotkałam. W świetle dziennym wydaje się być ciemnokrwista, lecz przy małym natężeniu światła przechodzi w ciemne bordo. A na dodatek lakiery z tej serii faktycznie utrzymują się te 7 dni na moich paznokciach!

Golden Rose Holiday Nail Color nr. 63

Drugi ukochany lakier tego roku to produkt naszej rodzimej marki. Zakochałam się w tym delikatnym, dziewczęcym różu od pierwszego zobaczenia i choć mam kilka piaskowych lakierów to żaden inny mu nie dorównuje. Mamy tu świetne połączenie mocnego krycia oraz porządnej trwałości. Noszę go na paznokciach nawet teraz i mój manicure już zebrał kilka komplementów. :)

I jak podobają Wam się hity 2014 roku? Niektóre z tych produktów miały swój czas na moim blogu, o innych będę dopiero pisać... ach, mam nadzieję, że ten nadchodzący rok przyniesie nieco większe ożywienie w mojej pielęgnacji twarzy i uda mi się w końcu odnaleźć krem idealny. No i przy okazji spełnić kilka makijażowych zachcianek! 
Do zobaczenia w kolejnym poście!

wtorek, 2 grudnia 2014

Ulubieńcy listopada #2

CZEŚĆ!

Nie wierzę, że ten miesiąc tak szybko zleciał i już mamy grudzień... no ale niestety, długie wieczory i coraz to niższe temperatury zwiastują nieubłaganie nadejście zimy, a co za tym idzie również Świąt. Wpływy ochłodzenia zdecydowanie widać w listopadowych ulubieńcach - powoli zaczynam zmieniać sposób pielęgnacji na bardziej "zimowy". Mój makijaż także ulega zmianie, choć w dalszym ciągu najmocniejszy akcent pada na oczy - mają być wyraziste i przykuwać uwagę. :)
A zatem, przedstawiam Wam listę ulubieńców minionego miesiąca:
 

Pędzel Hakuro H50  

Używałam go bardzo intensywnie, szczególnie pod sam koniec miesiąca, kiedy nakładałam mój nowy podkład z M.A.C (recenzja już niebawem!:). Genialnie współpracuje z kosmetykami o konsystencji płynnej z gęściejszymi nie radzi sobie za dobrze. Podoba mi się efekt niemal idealnie "wtopionego" w skórę podkładu; dzięki takiemu solidnemu zagruntowaniu mogę być pewna, że mój makijaż spokojnie przetrwa cały dzień w szkole.

Revlon ColorStay Liquid Eyeliner 

W końcu odnalazłam swój matowy eyeliner idealny, który wygodnie się nakłada i wytrzymuje na powiekach naprawdę długo w stanie niemal nienagannym. Nie chcę się za bardzo rozpisywać na jego temat, bo przygotowałam już post, w jakim porównuję go z moim ulubionym L'orealem, a więc poczekajcie, niebawem pojawi się na blogu. :)

NYX HD Photogenic Concealer 

Nie wyobrażam sobie makijażu bez tego małego cudotwórcy. Całkowicie przykrywa moje wydatne sińce pod oczami, pięknie rozświetla twarz ze względu na swój niemalże biały kolor (posiadam odcień CW01) oraz utrzymuje się cały dzień bez najmniejszych poprawek. Więcej na jego temat możecie poczytać >>>TU<<<

Maybelline SuperStay 14h Lipstick nr. 160 - "Infinitely Fuchsia"

Pokochałam ten kolor od pierwszego zobaczenia w drogerii; zresztą zwrócił on nie tylko moją uwagę; wiele osób dopytywało się mnie o tę szminkę, kiedy ją nosiłam. Pigment bardzo mocno "wżera" się w wargi, dzięki czemu wytrzymuje ona u mnie 8 godzin. Nie zauważyłam żeby przesuszyła moje usta, chociaż ma wykończenie matowe. Więcej o niej przeczytacie >>>TU<<<

Sylveco rumiankowy żel do twarzy 

To dzięki niemu stan mojej skóry uległ diametralnej zmianie, oczywiście na lepsze; nie mam już problemu z ropnymi zmianami na czole i w okolicach skrzydełek nosa. Jeżeli jakieś drobne wypryski okresowo się pojawiają, to zostają wchłonięte w ciągu 2-3 dni. Cera pojaśniała, nabrała promiennego wyglądu i przede wszystkim została oczyszczona. Żel rumiankowy stosowałam codziennie wieczorem, czasem również i rano, a nadal mam ok. 1/3 buteleczki.

Sylveco oczyszczający peeling ze skrzypem 

Nie chciałam tych produktów opisywać w duecie, tak jak zrobiłam to >>>TU<<<, gdyż chciałam pokrótce przybliżyć Wam ich działanie z osobna. Peelingu używałam 2 razy w tygodniu; za każdym razem pozostawiał skórę przyjemnie gładką, nawilżoną oraz czystą, a także dobrze radził sobie z suchymi skórkami na nosie. Miałam wrażenie, że kremy, które później nakładałam na wypeelingowaną nim twarz działały silniej - w każdym razie to uczucie było bardzo przyjemne. :)

Glinka zielona francuska + olej arganowy

Te dwa produkty zamówiłam kiedyś ze strony "Natura dla piękna" i teraz w okresie jesienno-zimowym powróciłam do ich intensywnego używania. Łyżeczkę glinki mieszam z połową łyżeczki wody i kilkoma kroplami olejku arganowego - to właśnie dzięki niemu maseczka ma spotęgowane działanie nawilżające i wygładzające. Po zmyciu skóra jest dogłębnie odżywiona oraz oczyszczona i te efekty naprawdę czuć. 
Dodatkowo dwa razy w tygodniu, wieczorem, na krem nakładam kilka kropel olejku co również potęguje odżywcze działanie kosmetyków. Dzięki temu zabiegowi mam pewność, że niskie temperatury nie wyrządzą mojej skórze najmniejszej krzywdy!

Tak oto dobrnęliśmy do końca! Myślę, że większość z Was, czytająca uważnie moje posty, zapewne wiedziała o jakich produktach napiszę, więc nie było to jakieś wielkie zaskoczenie. :)
A tymczasem przed nami grudzień - miesiąc prezentów i szalonych, świątecznych makijaży! Może z tej okazji pojawią się jakieś "specjalne posty" na blogu? Co o tym sądzicie, o czym chciałybyście przeczytać? 

wtorek, 4 listopada 2014

Ulubieńcy października #1

CZEŚĆ!

Jesień w pełni, niestety robi się coraz chłodniej, październik dobiegł końca... nadszedł więc czas na ulubieńców miesiąca! Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię właśnie ten rodzaj postów/filmów, bo dzięki nim mogę w krótkim czasie odkryć wiele nowych, ciekawych produktów. Więc... zaczynamy!

Suchy szampon Batiste fruity and cheeky cherry

Szampony Batiste odkryłam pół roku temu dzięki YouTube'owi i od momentu kiedy po raz pierwszy je kupiłam stałam się ich wielką fanką. Poza tym, że wspaniale przedłużają świeżość włosów to dodatkowo je podnoszą i dodają nieco objętości. Kosztują ok. 15 zł. jednakże bardzo wydajne - mnie spokojnie wystarczają nawet na 2 miesiące. Słodki, wiśniowy zapach tego szamponu totalnie mnie urzekł i żałuję, że kosmetyk już się skończył...

Krem wybielający przebarwienia FlosLek WHITE&BEAUTY

Zawsze po lecie inwestuję w jakiś krem wybielający, który by mnie nie zapchał, przyzwoicie nawilżał a przede wszystkim DZIAŁAŁ. Tym razem padło na FlosLek, którego zaczęłam używać na początku tego miesiąca i jestem zadowolona - przebarwienia przybladły, te drobniejsze zniknęły, po opaleniźnie prawie nie ma śladu. Dodatkowo krem szybko się wchłania, nawilża i nie zapycha! Jednakże na bardziej spektakularne efekty trzeba poczekać trochę dłużej.

Ochronna pomadla do ust Maybelline Baby Lips - "Hydrate"

Tego produktu używam już ponad 2 miesiące i zauważyłam znaczną poprawę nawilżenia ust, a stosuję go na zmianę z waniliowym balsamem z AVONu - pomadka na dzień, a na noc coś bardziej treściwego. Lekka, nielepka formuła utrzymuje się na moich ustach od 1 godziny do maksymalnie 3, w zależności od tego co jem i piję. Zapach i prosty, ale gustowny design pomadki zachęca do częstego sięgania po nią. Mi w zasadzie niczego więcej nie potrzeba. ;)

Sylveco tymiankowy żel do twarzy

Lubię kosmetyki tej marki, ze względu na proste, nieprzepakowane chemią składy. Do tymiankowego żelu wróciłam po dłuższej przerwie i przypomniałam sobie za co tak bardzo go lubiłam. Gęsta, żelowa konsystencja sprawia, że produkt wystarcza na długo. Przyjemnie oczyszcza twarz, nie podrażnia jej, łagodzi stany zapalne przy zmianach trądzikowych. Po zmyciu pozostawia skórę, gładką oraz matową. Dodatkowo ma przyjemny, NATURALNY ziołowy zapach.   

Żel punktowy Iwostin, Purritin

Na początku tego roku, kiedy miałam większe problemy z trądzikiem na czole, moja dermatolog poleciła mi do pielęgnacji kosmetyki właśnie z tej serii. Do dziś pozostał mi jedynie żel punktowy, którego nadal używam na większe, bolesne wypryski. Po zastosowabiu zaczerwienienie wyraźnie się zmniejsza, żel nieco hamuje rozwój zmian trądzikowych i w zasadzie na tym jego działanie się kończy. Jednak tym miesiącu okazał się być szczególnie pomocny.

 Eyeliner L'Oreal Super Liner Black Laquer   
    
Dla mnie - kosmetyk wszech czasów! Nigdy nie miałam i najprawdopodobniej nigdy mieć nie będę równie cudownego eyelinera. Płynna formuła po zastygnięciu na powiece przypomina lateks i przybiera głęboki, połyskliwy odcień czerni. Produkt ten jest nie do zdarcia - przetrzyma wszystko: pot, deszcz nawet pocieranie palcem i trzyma się diabelnie długo (24 godziny spokojnie dałby radę). Zużyłam już chyba z pięć opakowań - jedno starcza na jakieś 3 miesiące intensywnego użytkowania, dzień w dzień. Po prostu - mój numer jeden! <3

Cień w kremie Maybelline Color Tattoo - 60 "Timeless Black"

Kolejny produkt od Maybelline w tych ulubieńcach tym razem z kolorówki. Posiadam w swojej kolekcji kilka kolorów tych cieni, jednakże w tym miesiącu moje serce podbiła czerń. Nie jest to może najczarniejszy odcień czerni, jaki miałam okazję używać, ale znakomicie nadaje się jako baza pod cienie do podbijania ich koloru. Poza tym przy stosowaniu go nie trzeba stosować nic innego - on naprawdę może utrzymać się te 24 godziny tak jak sugeruje producent.

Pomadka do ust Hean Vitamin Cocktail - 328 "Romantic"

O tych szminkach rozpisywałam się już w poprzednim poście, więc jeżeli chcecie wiedzieć więcej do was do niego odsyłam >>>TU<<<. Jest to mój ulubiony, jak do tej pory, kolor na jesień.

I tak oto lista październikowych ulubieńców dobiegła końca. Jest tu sporo pielęgnacji, ale moim zdaniem  to właśnie ona jest najważniejsza - na zadbanej twarzy każdy kosmetyk wygląda dobrze. Koniecznie napiszcie mi w komentarzu, czy używałyście któregoś z tych produktów i jak się Wam one sprawdziły.