Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

"Męska Wyspa" w sieci!

HEJ!

Jak już pewnie zauważyliście wczoraj nie pojawił się poniedziałkowy post na temat wosków Yankee Candle. Niestety z powodów osobistych nie byłam w stanie go napisać, co już objaśniałam na moim Facebooku. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ponieważ dzisiaj przygotowałam dla Was niebanalną ciekawostkę, która z pewnością zainteresuje wszystkich mężczyzn! :)


Męska Wyspa, jak podkreśla to sam autor owej strony, jest męskim odpowiednikiem Lawendowej Farmy. Oba sklepy oferują naturalne produkty do pielęgnacji ciała, twarzy oraz włosów w tym bardzo szeroki asortyment mydeł. Tym co z pewnością wyróżnia te kosmetyki na tle innych, to fakt, że wytwarzane są przede wszystkim z ogromną pasją oraz zaangażowaniem. Zresztą zachęcam do zapoznania się z informacjami na stronie, gdyż jest bardzo schludnie i przejrzyście zaprojektowana. 

 
Na początek chciałabym zaprezentować Wam dwa mydła, przeznaczone do pielęgnacji skóry oraz zarostu. Na powyższym zdjęciu widzicie 50 gramowe połówki pełnowymiarowych produktów, za jakie przyjdzie nam zapłacić 7 zł. Opakowania są sterylnie zafoliowane, utrzymane w prawdziwie męskiej stylistyce. :)


Mydło "Podchmielone" przeznaczone jest zarówno do mycia ciała jak i włosów - działa antyseptycznie, regenerująco i odmładzająco. Dzięki zawartemu w składzie mniszkowi, wzmacnia cebulki włosów, zapobiega łojotokowi, a także bez problemów poradzi sobie z łupieżem. Pachnie bardzo przyjemnie, głównie miętą zmieszaną z trawą cytrynową. 


Drugie mydło, czyli "Dębowe Ciemne" ma nieco krótszy skład, jednakże nie ujmuje to w żaden sposób jego działaniu: dzięki wyciągowi z kory dębowej jest znakomitym środkiem przeciwzapalnym i bakteriobójczym, a więc sprawdzi się przy problematycznej cerze potrzebującej oczyszczenia. W dodatku przy regularnym stosowaniu lekko przyciemna włosy oraz zapobiega ich przetłuszczaniu. Jak dla mnie ma bardzo przyjemny, leśny zapach.


Z tego balsamu każdy posiadacz brody czy też wąsa powinien być zadowolony - dzięki lekkiemu olejowi z nasion brokułu działa on na zasadzie silikonu dodawanego do niektórych szamponów, z tą różnicą, że tu mamy wyłącznie składniki naturalne. Oleje konopny i ryżowy dodają włosom blasku, wzmacniają je oraz odżywiają. Dzięki dość zbitej, acz łatwo rozpuszczającej się pod palcami konsystencji kosmetyku można bez problemu ustylizować nim włosy. W dodatku pachnie on przepięknie - nieco ziołowo, ale jednak z nutką orzeźwiającej trawy cytrynowej.


Moim zdaniem taki balsam sprawdzi się świetnie nie tylko u mężczyzn! Panie mogą używać go do pielęgnacji oraz odżywienia brwi bądź też, jeżeli nie muszą ich zbytnio poprawiać, środka utrzymującego je w ładzie przez cały dzień. :)

Pani i Panowie, jak podobają się Wam te produkty? Niestety nie jestem w stanie napisać zbyt wiele o ich działaniu, gdyż nie są to kosmetyki przeznaczone dla mnie, jednakże jeżeli jesteście ciekawi, jak sprawują się te dwa mydełka, to dajcie koniecznie znać w komentarzach, a na pewno coś dla Was przygotuję. :)

wtorek, 10 lutego 2015

Mini-haul z lutego.

CZEŚĆ!

Początek roku zdecydowanie sprzyja udanym zakupom, dlatego też mam dla Was dzisiaj dość niecodzienny, mini-haul zakupowy. Są to produkty pielęgnacyjne do twarzy oraz włosów, a także akcesoria do stylizacji. Wszystkie te rzeczy udało mi się dostać w Biedronce, gdyż ostatnio do oferty tego sklepu weszło sporo towarów z kategorii beauty. Polecam Wam tam zajrzeć, bo na pewno zdołacie jeszcze coś ciekawego upolować. Tak więc, przejdźmy do prezentacji :)


Zacznijmy może od prostownicy do włosów, która dostępna była we wręcz śmiesznie niskiej cenie 30 zł. Grzechem więc byłoby jej nie kupić, gdyż bardzo często używam tego typu narzędzi do stylizacji włosów, a w dodatku ostatnio pozbyłam się mojej starej, dużej prostownicy. Jeżeli więc chcecie post na temat tego, jak sprawuje się jej następczyni, to dajcie mi znać w komentarzach.


Pozostając w temacie - zaczęłam większą wagę przykładać do pielęgnacji i odżywania włosów, gdyż postanowiłam je nieco zapóścić. Gdy tylko zobaczyłam na półce Biowaxy z firmy L'biotica od razu dorzuciłam je do koszyka; kosztowały niecałe 2 zł. Ostateczne mój wybór padł na saszetkę niebieską, czyli keratynę z jedwabiem i brązową - naturalne oleje.


Obie saszetki zawierają 20 ml. produktu, więc w moim przypadku (mam włosy krótkie) jedna starcza na dwukrotne zastosowanie. Muszę przyznać, że stosowałam już brązową maseczkę z olejami - kokosowym, argonowym oraz makadamia i byłam bardzo zadowolona z efektów. Produkt wygładził włosy, sprawił, iż były bardziej podatne na stylizację, sypkie oraz lśniące.


Ostatnim produktem jest regenerujący krem na naczynka firmy Tołpa. Dlaczego wybrałam akurat produkt dedykowany skórze naczyniowej? Otóż takie kremy sprawdzają się najlepiej przy kuracji kwasami, gdy skóra jest podrażniona i zaczerwieniona, ponieważ są delikatne, acz mocno odżywcze. Muszę przyznać, że z tego zakupu cieszę się najbardziej, zatem na pewno wkrótce pojawi się recenzja tego kosmetyku na blogu.


Tak więc... to już wszystko. Nie ma tego wiele, jednakże jak widzicie są to produkty w dużej mierze pielęgnacyjne i - jak dla mnie - naprawdę niezbędne. Dajcie znać kończenie, czy Wam również udało się kupić coś z czego jesteście naprawdę zadowolone. :)

środa, 10 grudnia 2014

Odbudowa i regeneracja | Sylveco pszeniczno-owsiany szapmon do włosów

HEJ!

Odkąd założyłam bloga nie napisałam jeszcze ani jednej notki na temat włosów, ich pielęgnacji czy stylizacji. Wynika to zapewne z tego, że sama mam je dość krótkie i nigdy nie potrzebowałam żadnych wymyślnych produktów aby je ujarzmić - zależało mi jedynie na tym by się mocno nie przetłuszczały i nabrały większej objętości.
Zbliża się jednak zima, musimy ubierać czapki gdyż temperatury na dworze są coraz niższe,  więc nie dość że aura nie sprzyja zachowaniu włosów w dobrej kondycji to jeszcze ciągłe używanie suszarki i prostownicy dodatkowo je osłabia. Z racji tego szukałam produktu, który wzmocni i nawilży przesuszone włosy. Tak oto natrafiłam na pszeniczno-owsiany szampon odbudowujący z Sylveco:


Kosmetyk możecie znaleźć w prawie wszystkich aptekach lub w wielu bio-drogeriach internetowych. Jego cena to ok. 21 zł. za 300 ml, jak więc na produkt hipoalergiczny ze składnikami pochodzenia naturalnego nie jest aż tak drogi.
Szampon sprawdzi się przy każdym typie włosów, a szczególnie przy tych, które są cienkie, osłabione oraz wymagają regeneracji. Producent zapewnia, że dzięki hydrolizatom pszenicy i owsa włosy zostaną odbudowane, gdyż te wyciągi to naturalne. łatwo przyswajalne źródło protein. dzięki składnikom silnie nawilżającym zapobiega przesuszaniu, a przy dłuższym stosowaniu można zaobserwować znacznie bardziej zwiększoną elastyczność włosa oraz jego odporność na uszkodzenia czy rozdwajanie. Z kolei olejek z trawy cytrynowej reguluje wydzielanie sebum i pielęgnuje skórę głowy. W składzie znajdziemy także miód i kwas mlekowy, które mają za zadanie spotęgować działanie wyżej wymienionych, roślinnych ekstraktów.


Rzućmy okiem na skład (podaję ze strony producenta):
Woda,  Glukozyd laurylowy,  Betaina kokamidopropylowa,  Miód,  Glukozyd kokosowy,  Panthenol,  Proteiny owsa,  Proteiny pszenicy,  Guma guar,  Kwas mlekowy,  Benzoesan sodu,  Olejek z trawy cytrynowej  

Szampon ma bardzo smukłe, poręczne opakowanie z wyraźnie wypisanym składem i działaniem składników aktywnych w nim zawartych. Jak to zwykle bywa w przypadku Sylveco - za przemyślany design należy się duży plus.
Wrażenia zapachowe są równie przyjemne - od razu po otwarciu możemy wyczuć bardzo intensywny słodko-ziołowy zapach trawy cytrynowej i miodu, który utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas po umyciu głowy. Kosmetyk ma gęstą konsystencję, co sprawia, że niewiele się go zużywa, a zatem jest wydajny. Przy pierwszym nałożeniu prawie w ogóle się nie pieni, dopiero przy powtórnej aplikacji zaczynają wytwarzać się znaczne ilości piany. 


Miałam wysokie oczekiwania co do tego produktu, gdyż skład ma naprawdę bardzo dobry, choć składniki aktywne, dzięki którym zawdzięcza swoją nazwę mogłyby być wymienione nieco wcześniej. Tymczasem na trzecim miejscu mamy detergent pochodzenia naturalnego i zaraz potem miód.
Szampon sprawował się naprawdę nieźle, stosowałam go na zmianę z produktem zapobiegającym przetłuszczaniu, lecz mimo to widziałam efekty. Po pierwsze świetnie oczyszczał z resztek kosmetyków i łoju wyprodukowanego przez skórę głowy. Nie plątał włosów, a wręcz przeciwnie, po umyciu udawało się je łatwo rozczesać. Pozostawiał je gładkie, miękkie i dodawał im nieco objętości - o wiele prościej nakładało się na tak przygotowane włosy kosmetyki do stylizacji. Nie nadawał im jednak zdrowego połysku oraz nie odżywiał w aż tak wysokim stopniu jakbym tego chciała. Owszem, zauważyłam poprawę stanu moich włosów, jednak nie były to powalające rezultaty.

Myślę, że osoby wrażliwe będą z niego bardzo zadowolone, gdyż kosmetyk ten nie uczula oraz nie podrażnia. Jeśli jednak szukacie czegoś naprawdę mocno odżywczego możecie być rozczarowane - samodzielnie nie zdziała cudów na włosach mocno zniszczonych, trzeba dodatkowo stosować regenerujące odżywki.