Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatches. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatches. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lutego 2015

Nowe kolory na paznokciach | Lakiery AVON Gel Finish

HEJ!

Mam swoje sprawdzone firmy, jeżeli chodzi o lakiery do paznokci i jeżeli już decyduję się na manicure, to zazwyczaj po nie sięgam. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie przetestowała czegoś innego, dlatego dziś zaprezentuję Wam moje nowe lakierowe trio AVON Gel Finish! Nie są to co prawda kolory, o które ostatnio powiększyła się oferta w katalogu, ale mimo wszystko mam nadzieję, że Was zainteresują!


Każdy kosmetyk jest pakowany osobno do czarnego pudełeczka z wygrawerowaną u góry nazwą koloru. Jak widzicie na poniższych zdjęciach ja posiadam odcienie "Sheer Love", "Mauvelous" i "Marine Blue". Lakiery mają dość dużą pojemność bo znajdziemy tu 10 ml. produktu. W dodatku ich konsystencja jest dość gęsta oraz zawiera dużo pigmentu, co umożliwia pełne pokrycie płytki paznokcia już za jednym pociągnięciem.


Wykończenie wszystkich lakierów już jak sugeruje sama nazwa jest żelowe, z wysokim połyskiem, który utrzymuje się przez cały czas noszenia. Produkty te są dość trwałe, wytrzymują na paznokciach do 4 dni w stanie nienaruszonym bez bazy, a to dobry wynik.


Jeżeli chodzi o wybór kolorystyczny to naprawdę mamy się nad czym zastanawiać, gdyż w katalogu AVON znajdziemy kilkanaście odcieni z całej palety barw. Od delikatnych, rozmytych róży (Sheer Love) poprzez intensywne, ciemnie niebieskości (Marine Blue) po kolory fioletowo-brązowe, jakie są nadal w modzie (Mauvelous)


Powyżej zamieszczam jeszcze dokładniejsze swatche. Niestety, nie potrafię zbyt pięknie malować paznokci, a więc to musicie mi wypaczyć. Poza tym moje paznokcie przechodzą teraz ciężki okres i są niesamowicie słabe po zdjęciu z nich żelu.
Czy podobają Wam się te lakiery? A może macie w swoich zbiorach jakieś inne kolory z tej serii? :)  

czwartek, 29 stycznia 2015

Styczniowy haul zakupowy!

HEJ!

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam tego typu posty, ponieważ mogę szybko zaprezentować co w najbliższych tygodniach będę recenzować na blogu, a także podzielić się z Wami radością, jaką sprawiło mi kupowanie tych rzeczy. Bo - bądźmy szczerzy - czy naprawdę istnieje ktoś kto nie lubi raz w czas czegoś sobie kupić? :)
Bez dłuższych stępów zatem, przejdźmy do prezentacji rzeczy, które nabyłam w ciągu ostatniego tygodnia:


Jeżeli o kolorówkę chodzi, to w pierwszej kolejności kupiłam na zapas korektor z NYX HD Photogenic Concealer w odcieniu CW01 "Porcelain", który na pewno dobrze znacie, jeżeli jesteście stałymi czytelnikami mojego bloga. Uwielbiam go i nie mam zamiaru z niego rezygnować jeszcze przez długi czas.


Dalej mamy kredkę do brwi firmy Catrice w odcieniu nr. 030 "Brow-n-eyes-Peas oraz konturówkę do ust z Misslyn nr. 96. Potrzebowałam produktu, jaki kolorem będzie zbliżony do mojej szminki z M.A.C "Faux", a ten produkt, mimo że trochę jaśniejszy idealnie się spisuje. Z kolei kredkę do brwi zakupiłam z uwagi na to, iż ta z Maybelline powoli mi się kończy. 

 
Podczas wizyty w Douglasie skusiłam się na szminkę z firmy Rouge Bunny Rouge w numerze 061 "Sip of Pink". Udało mi się ją upolować za ok. 45 zł. na promocji -50%, która nadal trwa w tych perfumeriach, więc jeżeli czaiłyście się od dawna na jakieś droższe produkty bardziej ekskluzywnych marek, to proponuję tam teraz zajrzeć. ;)



Ostatni produkt z kolorówki, czyli podkład M.A.C Studio Fix Fluid w odcieniu NW13, nie jest może kosmetykiem zakupionym przeze mnie, ale zawsze chciałam go przetestować, więc postanowiłam, że również zamieszczę go na tej liście. Oznaczenie co prawda wskazuje, że fluid wpada w  różowo-beżowe tony, jednakże jest dość blady, więc nie powinno być widać różnicy koloru.


Teraz przejdźmy może do manicure - zamówiłam trzy lakiery do paznokci marki AVON z serii Gel Finish. Nie są to może nowe trzy odcienie, które ostatnio weszły do oferty, ale to właśnie te wpadły mi w oko i myślę, że Was zainteresują. Nie jestem przekonana za bardzo do firm wysyłkowych, ale akurat tymi produktami jestem dość pozytywnie zaskoczona - jednak o tym w recenzji!



Na sam koniec coś nieco mniej kosmetycznego - zapasy poczynione z myślą o poniedziałkowej serii wpisów na temat zapachów Yankee Candle. Poza tymi trzema cudeńkami, o których więcej dowiecie się w następnych tygodniach, udało mi się znaleźć bardzo tanio kominek eteryczny. Jest minimalistyczny, biały i dobrze spełnia swoją funkcję. ;)

Jak podobają się Wam moje zakupy? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach co najbardziej Was zainteresowało i czy miałyście okazję używać już czegoś z mojej listy. :)

sobota, 27 grudnia 2014

Podkład idealny! | M.A.C Matchmaster Foundation SPF15

HEJ!

Święta, święta i po świętach, teraz już tylko pozostaje nam odliczać dni do Sylwestra! Nie wiem jak Wam, ale mnie końcówka tego roku zleciała bardzo szybko - popadłam w rutynę, przez którą nawet nie zauważyłam kiedy te trzy miesiące mi umknęły. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się lepiej rozplanować zajęcia i rozsądniej rozporządzać wolnym czasem...
A dziś mam Wam do zaprezentowania prawdziwą perełkę, produkt, z jakiego jestem niesamowicie zadowolona, a mianowicie długotrwały podkład M.A.C Matchmaster Foundation!


Nabyłam go już jakiś miesiąc temu, jednakże do napisania rzetelnej recenzji potrzeba przecież porządnych testów. Już na wstępie mogę powiedzieć, że produkt ten mnie nie zawiódł, mimo iż do salonu M.A.C wybrałam się z zamiarem kupna Studio Fix Fluid. Od mojej decyzji odwiodły mnie rady ekspedientki, która wykonała mi próbny makijaż i pomogła w doborze produktu oraz koloru. Ze sklepu wyszłam uboższa o 148 zł.



Mój odcień to 1.0 i z tego co mi wiadomo, jest to najjaśniejsza dostępna wersja tego podkładu na polskim rynku. Nie widać w nim żadnych różowych czy też żółtych tonów, choć muszę przyznać, iż w obiektywie wypada on zdecydowanie ciemniej niż w rzeczywistości. Nie ma się jednak czym przejmować, gdyż odcień po nałożeniu dostosowuje się do naszej karnacji.



Mamy tu 35 ml produktu, a więc nieco więcej niż producenci mają nam w zwyczaju dawać. Design kosmetyków firmy M.A.C przykuwał moją uwagę od zawsze, w tym przypadku również jestem oczarowana - mamy tu szklane opakowanie z przekręcaną pompką, umożliwiającą dozowanie. Nie wypompowuje ona zbyt wielkich ilości kosmetyku, dlatego do pokrycia całej twarzy pędzlem potrzeba mi trzech naciśnięć. Konsystencja podkładu jest dość rzadka, lejąca, co mnie osobiście bardzo odpowiada. Jedyny minus wyczuwalny (dosłownie) przy nakładaniu to zapach farby olejnej, charakterystyczny dla fluidów tej marki. Całe szczęście szybko się on ulatnia.

Jak podkład wygląda na twarzy? Oto porównanie:

Podkład nałożyłam na policzek pędzlem. Nie przypudrowywałam twarzy.

Matchmaster to fluid, który wyrówna koloryt naszej cery, na pewno nie sprawdzi się u osób, które mają dużo do ukrycia, gdyż stopień jego krycia określiłabym jako lekki w kierunku do średniego, zależnie od tego, czym go nakładamy. W tym przypadku pędzel sprawdza się zdecydowanie najlepiej - pozwala kosmetykowi "stopić się" ze skórą, przez co wygląda on bardzo naturalnie.

Pełen makijaż po ok. 4 godzinach noszenia. (Puder Revlon "Nearly Naked" znacznie dodaje krycia)

Szukałam podkładu trzymającego się na mojej przetłuszczającej się cerze przez co najmniej 8 godzin, jakie spędzam niemal codziennie w szkole. Zależało mi też na tym, aby nie zbierał się w załamaniach przy ustach powstałych od śmiechu czy mówienia, czego naprawdę nienawidzę, bo wyglądam... jakbym miała zmarszczki. ;)
Matchmaster spisał się na 6! Wytrzymuje u mnie cały dzień, 12 godzin mu nie straszne, a w dodatku nigdzie się nie roluje, nie waży, nie zbiera i nie oksyduje (nie zmienia koloru)! Pragnę też wspomnieć, że nie przyczynił się on do rozwoju żadnych niedoskonałości - moja skóra bardzo dobrze na niego zareagowała.

Ja się w nim absolutnie zakochałam. Nie wiem, czy będę w stanie wrócić do produktów drogeryjnych, bo M.A.C strasznie mnie rozpieścił... całe szczęście jest niesamowicie wydajny i posłuży mi jeszcze przez co najmniej 4 miesiące codziennego stosowania.
Naprawdę polecam go Wam wszystkim. Warto na niego przyoszczędzić, żeby cieszyć się perfekcyjnym makijażem przez wiele godzin.

sobota, 20 grudnia 2014

Usta prawdziwej pin-up girl! | Rimmel Lasting Finish

HEJ!

Czerwone usta to absolutna klasyka makijażu i chyba nikt nie śmie temu zaprzeczyć. Dlatego aby zachwycić rodzinę przy wigilijnym stole oraz zrobić wrażenie na sylwestrowym balu warto postawić mocny akcent właśnie na nie. Zatem gwiazdą dzisiejszego wpisu będzie mój najnowszy nabytek, który na pewno zainteresuje wszystkie szminko-maniaczki (takie jak ja). Chciałabym zaprezentować Wam produkt, na jaki czaiłam się już od dawien dawna -  przepiękną szminkę firmy Rimmel z serii Lasting Finish nr. 170 "Alarm".


Zanim przystąpię do recenzowania tej szminki pragnę nadmienić, że pod względem koloru jest ona zamiennikiem Ruby Woo marki M.A.C. Różnicę między nimi można znaleźć w wykończeniu, gdyż "Alarm" Rimmela pozostaje kremowy na ustach, a pomadka z M.A.C jest całkowicie matowa. Oczywiście można sobie z tym poradzić przyprószając pudrem transparentnym pomalowane już usta, przedłużając przy okazji trwałość kosmetyku. Więcej szczegółowych informacji na ten temat możecie znaleźć  >>>TU<<<
Nr. 170 "Alarm" to szminka o pięknym, krwistym odcieniu czerwieni, pasującym szczególnie osobom o jasnej cerze, ponieważ jej intensywność podkreśli urodę na zasadzie kontrastu z resztą twarzy. Jestem przekonana, że znakomicie sprawdzi się ona przy lookach w stylu pin-up, choć oczywiście możecie łączyć ją dowolnie.


Za cenę ok. 19 zł otrzymujemy 4g produktu, ale mi udało się ją dorwać na promocji w drogerii Natura za jakieś 11 zł. Pomadka zamknięta jest w solidnym opakowaniu z ciemnego plastiku z charakterystycznie dla Rimmela ściętą zatyczką, przez co łatwo rozpoznać ją w swojej kolekcji. :)


Szminka jest dobrze napigmentowana, wystarczą dwa pociągnięcia aby pokryć kolorem jedną wargę. Rozprowadza się gładko, przyjemne, z łatwością sunąc po ustach, nie uwydatniając przy tym ich suchości i załamań. Oczywiście jeśli posiadacie suche skórki lub wasze wargi są w gorszym stanie na pewno będzie to widać przy tym odcieniu, bo jest on bardzo mocno rzucający się w oczy. Jednakże właścicielki ust z tendencją do szybkiego przesuszania się powinny być z tej szminki zadowolone.


Rimmel zazwyczaj utrzymuje się na moich ustach długo, od 4 do 6 godzin z drobnymi poprawkami w zależności od tego co jem i piję. Oczywiście jeżeli ją przypudrujecie trwałość z pewnością zostanie przedłożona, jednakże ten trik może sprawić, że wargi szybciej staną się ściągnięte. 

Jestem w niej absolutnie zakochana i bardzo Wam ją polecam - w końcu każda z nas potrzebuje czegoś, co pozwoli poczuć jej się jak milion dolarów. Dzięki tej pomadce z pewnością zbierzecie wiele komplementów. :)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Alternatywa dla czerwieni | Maybelline SuperStay 14h Lipstick

HEJ!

W drogerii Dayli, w mojej małej mieścinie pojawiła się ostatnio szafa Maybelline - takie niby nic, bo marka ta jest dostępna praktycznie wszędzie, więc nie ma się za bardzo czym zachwycać. Zapewne nie zwróciłabym na to zbytnio uwagi, gdyby nie fakt, że na kosmetyki tej firmy obowiązywała promocja -40%. Tak oto ja, kompletna szminko-maniaczka, stanęłam przed jednym z najtrudniejszych kosmetycznych wyborów, dotyczącym koloru szminki. ;)
Po kilku(nastu) próbach przy sklepowym lustrze natrafiłam na to cudo: 


Maybelline SuperStay 14h Lipstick nr. 160 - Infinitely Fuchsia to przepiękna szminka o matowym wykończeniu z rodzaju kosmetyków "long-lasting", a więc długo utrzymujących się. Mimo iż nie przepadam za mocnym różem na ustach, urzekł mnie ten wyrazisty, zimny odcień fuksji; z czymś takim jeszcze się do tej pory nie spotkałam. A jeżeli on Was nie przekonuje, to spokojnie możecie wybrać coś dla siebie wśród pozostałych 9 odcieni.


Za cenę ok. 31zł. otrzymujemy 3,3g. produktu, no ale mi udało się dorwać ją za 18zł. z groszami, dzięki wspomnianej wyżej promocji. Pomadka zamknięta jest solidnym, plastikowym opakowaniu, zatem możemy mieć pewność, że wrzucona gdzieś do torebki luzem przypadkiem się w niej nie otworzy. Poza tym ma charakterystyczny kwiatowy zapach i jest wygodnie wyprofilowana, co znacznie ułatwia jej rozprowadzanie na ustach, przynajmniej na początku używania.


Szminka zdecydowanie mocno napigmentowana - wystarczyłyby dwa pociągnięcia, żeby umalować jedną wargę, ale niestety rozprowadza się dość topornie, jest bardzo zbita i nieco tępa, ze względu na swe matowe wykończenie. Po nałożeniu natychmiast stapia się z ustami, nasycając je czystym kolorem co daje efekt wręcz nieziemski. Trudno mi powiedzieć czy podkreśla suche skórki, bo bardzo dużą wagę przykładam do pielęgnacji moich ust i dbam o to żeby były zawsze odpowiednio nawilżone i wypeelingowane. Biorąc jednak pod uwagę jej właściwości - może przesuszać usta. Po dłuższym noszeniu jej zanika kompletnie początkowa, delikatna gładkość - szminka nieco ściąga usta.


Jeżeli zatem chodzi o spełnienie obietnic producenta to kosmetyk niestety nie wywiązuje się ze wszystkich zapewnień - na pewno nie ma lekkiej formuły, ponieważ przez cały czas noszenia wyraźnie czuć go na ustach. Po drugie jak już wspomniałam - trzeba pielęgnować usta, by szminka ta dobrze na nich wyglądała i nie zrobiła nam krzywdy. Co do trwałości - miałam ją na ustach jakieś 8h z jedzeniem i piciem więc jest naprawdę długotrwała.
No i musicie przyznać, że ten kolor to cudowna alternatywa dla klasycznej czerwieni. :)

Uwielbiam kosmetyki o wykończeniu matowym, kilkukrotnie już to podkreślałam, tak więc mimo drobnych wad szminka trafia do moich ulubieńców. Nie sądzę jednak, żeby warta była tych ponad 30zł. więc jeżeli macie na nią ochotę to szukajcie promocji i... kupujcie!

sobota, 22 listopada 2014

W poszukiwaniu korektora idealnego | NYX HD Concealer

CZEŚĆ!

Moje poszukiwania korektora idealnego trwały naprawdę bardzo długo, ponieważ na polskim rynku naprawdę mamy w czym wybierać... lecz tkwi tu pewien haczyk. Niestety w naszym kraju jakoś tak dziwnie się przyjęło, że słowo "korektor" określa dwa różne typy produktu - typowy "poprawiacz" (ukrywający np.: niedoskonałości, drobne ranki czy przebarwienia) i "kamuflaż", który delikatnie odbija światło przy zachowaniu lekkiego krycia. Ale nie o tym dzisiaj mowa. :)

Dziś zapraszam Was na recenzję NYX HD Photogenic Concealer!


Z dostępnością produktu nie ma raczej większego problemu, ponieważ znajdziecie go niemal we wszystkich w Douglasach w szafie NYX oraz w sklepie stacjonarnym firmy. Za 3g zapłacimy 29,90 zł. więc jest to raczej średnia półka cenowa.


Sam produkt zamknięty jest w typowym dla korektorów, plastikowym, smukłym opakowaniu z błyszczykowym aplikatorem, co niestety nie jest zbyt higieniczne, dlatego jeżeli chcecie używać go do przykrycia większych wyprysków lub zmian trądzikowych to odradzam bezpośredni kontakt z tą włochatą gąbeczką. Ja jednak stosuję go w celu ukrycia moich znienawidzonych cieni pod oczami i uważam, że do tego najlepiej się nadaje.


Gama kolorystyczna należy do bardzo bogatych - dostępnych jest aż 11 kolorów w tym "odcienie specjalne" takie jak żółty, fioletowy i zielony, więc każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Ja posiadam odcień najjaśniejszy, czyli CW 01 - "Porcelain", który mimo iż jest niemal biały, posiada leciutkie różowe tony, nieodznaczające się jednak na skórze.
Konsystencja korektora jest bardzo lekka, nietłusta, a to za sprawą wody, którą znajdziemy na pierwszym miejscu w składzie. Trzeba go jednak szybko wklepać, ponieważ po chwili zaczyna on zastygać, tworząc na skórze suchą, pozbawioną błysku warstwę - dlatego rozprowadzenie kosmetyku placem da najładniejszy efekt. Nawet po całym dniu noszenia NYX nie zbiera się w załamaniach, nie roluje i co najważniejsze nie traci na intensywności krycia!
 

 Pamiętajcie, że aparat/kamera ZAWSZE podkreśla worki i cienie pod oczami!

Korektory typu concealer powinny rozświetlać okolice pod oczami, a kamuflaże ukrywać mankamenty urody - w produkcie tej firmy doskonale zbalansowano obie właściwości. Dzięki mocnemu kryciu sińce nie są widoczne, skóra wygląda na naturalnie wypoczętą, w dodatku kosmetyk pięknie stapia się z cerą.
Produkt byłby prawdziwym ideałem, gdyby nie dwie maleńkie wady, jakie mogą niektórym przeszkadzać i zniechęcić do zakupu. Pierwszą jest zapach - dziwny, podobny nieco do farby olejnej (całe szczęście błyskawicznie się ulatnia). Poza tym nie poleciłabym go osobom mającym problemy z suchą skórą w okolicach pod ozami, bo ma on tendencję do jej przesuszania. Radzę stosować krem mocno nawilżający, aby zniwelować ten efekt.

Podsumowując - uważam, że kosmetyk NYX wart jest każdej wydanej złotówki. To produkt o niesamowitych właściwościach kryjących i trwałości, wyglądający bardzo naturalnie na skórze. Dla mnie - cudotwórca; dzięki niemu moje sińce pod oczami nie stanowią już takiego problemu! :)    

niedziela, 9 listopada 2014

Usta w kolorze | Próbki kolorów szminek z Heanu

CZEŚĆ!

Jako że post z obszerną recenzją zamówienia z Heanu cieszył się dość dużym zainteresowaniem, postanowiłam napisać kolejną notkę o ich produktach. Pragnę w tym miejscu jeszcze dla jasności nadmienić, iż nie dostałam kosmetyków w ramach współpracy z tą firmą. To jak często Hean pojawia się w moich postach wynika tylko z mojego własnego zainteresowania tą marką. Tak więc, dzisiaj zaprezentuję Wam jak na ustach wyglądają wszystkie posiadane przeze mnie szminki, a mam ich w sumie sześć. :)
Zacznę od kolorów nude, a na końcu przejdę do odcieni czerwieni:







Mam nadzieję, że mój aparat oddał kolory szminek w miarę wiarygodnie, choć różnica między Red Wine a Malinowym Sorbetem wypadła dość subtelnie. Szminki mają inne wykończenie - pierwsza jest bardziej kremowa, druga z kolei ma lekki metaliczny poblask. Z góry przepraszam za wszelkie nierówności przy malowaniu ust, ale same zrozumcie - trudno jest pomalować je idealnie bez konturówki. :)
Który kolor najbardziej Wam się podoba? Koniecznie napiszcie mi o tym w komentarzu i odwiedźcie mój profil na Facebooku, żeby być na bieżąco!

sobota, 1 listopada 2014

Kosmetyki Hean | Recenzja produktów + swatches

HEJ!

Dziś obiecana recenzja kilku produktów firmy Hean, które zamówiłam na początku października. ;) Jak wiecie (albo i nie) Hean to polska marka kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych z raczej niższej półki cenowej - są więc w sam raz na każdą kieszeń. Jedynym minusem jest dostępność - szafę Heanu naprawdę trudno jest znaleźć, dlatego ja zrobiłam zakupy on-line. Tak więc prezentuje się moje całe zamówienie:
Na paczkę nie musiałam czekać długo, po jakiś 4 dniach mogłam ją już odebrać na poczcie. Wszystkie kosmetyki przybyły porządnie zabezpieczone, z dołączonym wykazem produktów i ich ceną. Pod tym względem nie mam do firmy najmniejszych zastrzeżeń. Przejdźmy zatem do prezentacji! :)

Pomadki do ust Vitamin Cocktail


Moje kolory to 328 Romantic oraz 79 Red Wine. Szminki zamknięte są w opakowaniach o walcowatym kształcie, wykonanych z porządnego, czarnego plastiku. Nadrukowana na zakrętce nazwa firmy i serii nie ściera się, więc nawet po dłuższym użytkowaniu będziemy wiedzieć po co sięgamy. 
Mamy tu aż 4,5g produktu za cenę zaledwie 13,99 zł, co moim zdaniem jest dużą zaletą i powodem, dzięki któremu watro skusić się na tę pomadkę. Hean zadbał zresztą o to abyśmy miały w czym wybierać - jestem pewna że w gamie 30 kolorów każdy znajdzie coś dla siebie, tym bardziej, że znalazłam wśród nich kilka unikatów, z jakimi wcześniej nie miałam styczności i to właśnie do nich należy 328 Romantic.
To chłodny, brudny róż, wpadający lekko w fiolet. Pomadka dodatkowo zawiera maleńkie drobinki; nie są one widoczne ani wyczuwalne na ustach ale nadają im świeże, świetliste wykończenie. Od dawna szukałam szminki, która będzie "ulepszonym kolorem moich ust", a wśród bardziej ogólnodostępnych marek nie potrafiłam jej dla siebie znaleźć.
Odcień 79 Red Wine jak sama nazwa wskazuje to czerwone wino, choć o dobre dwa tony jaśniejsze od standardowego, ciemnego koloru wina. Zdecydowany hit tej jesieni. Ta pomadka także zawiera maleńkie drobinki.
Producent zapewnia na stronie że bogata, pielęgnacyjna formuła witamin A, C, E, F oraz masła Shea ma pielęgnować i odżywiać nasz naskórek. Cudów nie oczekujmy, od pielęgnacji mamy balsamy i masełka do ust, ale faktem jest, że pomadki ich nie przesuszają. Przyjemne nawilżenie i poślizg utrzymuje się do 3-4 godzin po aplikacji, potem produkt trochę ściąga usta, ale nie jest to nieprzyjemne uczucie. Sam kolor utrzymuje się naprawdę długo, "wżera się w skórę ust" tak że nawet po piciu i jedzeniu nadal go widać, choć lekko ściera się od wewnątrz i jego wykończenie ulega zmianie na bardziej matowe.
Obie szminki są raczej średnio napigmentowane, ale kilka pociągnięć pozwoli pokryć równomiernie nasze wargi. Kremowa konsystencja i profilowany kształt szminki ułatwia jej nakładanie.

Pomadka do ust Classic Colorous Festival


Z tej serii zamówiłam jedną szminkę oraz kilka próbek, lecz moją opinię wystawię tylko w oparciu o doświadczenia z produktem o pełnej gramaturze, a jest to nr. 14 Szampański Róż. Poza tym jestem jeszcze posiadaczką nr. 5 Owoc Granatu, nr. 4c Malinowy Sorbet i nr. 27 Wiśnia Japońska.
Pierwsze rozczarowanie - opakowanie, które diametralnie różni się od tego przedstawionego na stronie. Mam wrażenie, że wysłano mi sam wkład (który w dodatku mi pękł!), a o właściwym pojemniku zapomniano. Jedynym plusem jest możliwość zobaczenia koloru bez otwierania produktu, gdyż został zaprezentowany na dnie.
Tak jak w przypadku pomadek Vitamin Cocktail pojemność wynosi 4,5g za cenę 12,99zł, a zatem jeszcze taniej. Tu też możemy wybierać spośród 30 odcieni i różnych wykończeń; nr. 14 to pół-transparentny brudny róż z wyraźnymi drobinami, które są lekko wyczuwalne na wargach, przez co produkt rozprowadza się nieco bardziej topornie niż poprzedniczki. Mieni się na ustach, ale jest to mocny efekt - moim zdaniem, szminka idealna do mocniejszych, matowych makijaży oczu.
Produkt zawiera formulę anti-age, kompleks regenerujący Dermaceride, witaminę E, wyciąg z kiełków pszenicy, olej rącznikowy, wosk pszczeli i Caranuba... uff. Wszystkie składniki powinny zapewniać nawilżenie, wygładzenie, regenerację oraz przedłużenie trwałości. Producent obiecuje dużo, ale niestety niewiele z tego się sprawdza -  szminka jest zdecydowanie mniej trwała i mniej komfortowa w noszeniu od poprzedniczek. Ściera się prawie całkowicie już po 3 godzinach od nałożenia - pozostaje tylko część drobin. Prawdopodobnie są to cechy koloru nr. 14 ze względu na jego specyficzne, mocno nasycone drobinkami wykończenie, ponieważ próbki były zdecydowanie bardziej trwałe i komfortowe w noszeniu.
Nie przesusza ust, ale też na pewno ich nie regeneruje i przesadnie pielęgnuje.

Cienie do powiek Colour Celebration


Minipaletka trzech perłowych cieni: śmietankowego, lawendowego fioletu i ciemnej szarości nosi numer 267. Kolory idealne na sezon jesienny do szybkiego, delikatnego makijażu oka, dlatego postanowiłam je zakupić.
Wszystkie cienie są przyjemne w dotyku, jednak pod względem aksamitności wygrywa kolor śmietankowy. Jest on w ogóle mocniej napigmentowany od reszty, co zresztą widać na swatchu. Szarość, mimo swej intensywności na palcu nie wygląda już tak spektakularnie na oku, a fiolet, który był moją największą nadzieją całego zestawu kompletnie mnie zawiódł - prawie w ogóle nie widać go na powiece! Daje jedynie lekki, fioletowy poblask.
Cienie niestety mocno się pylą, ale nie osypują jakoś specjalnie mocno podczas aplikacji. Nakładałam je na bazę w postaci korektora z alverde, który do wybitnych nie należy i na takim gruncie utrzymały się przez 8 godzin, choć makijaż nie wyglądał już świeżo i miałam ochotę go zmyć. Po 4 czysty pigment zaczął tracić na intensywności, ale drobiny były nadal widoczne.

Cień do powiek Colour Stay On Matte


Kolor 563 to cielisty róż - idealny do delikatnych, dziewczęcych makijaży, jednak nie jest to czysty mat! Nie wiem dlaczego Hean dodaje drobiny do wszystkich swoich kosmetyków, nawet matowych cieni... na stronie nie widać, żeby produkt je zawierał. (mój aparat nie uchwycił tego dobrze.)
Nie jest on aksamitny w dotyku, raczej suchy i pudrowy, zapewne przez formułę z suchym lepiszczem, czyli oil free. Mocno się pyli tak jak poprzednicy, ale jego osypywanie przy aplikacji da się przeżyć.
Po rozprowadzeniu na powiece zauważyłam w świetle dziennym delikatne drobinki, o których już wczesnej wspominałam. Cień jest matowy, mało intensywny, ale mimo to ładnie wygląda i utrzymuje się może minimalnie krócej niż poprzednicy - po nałożeniu na korektor z alverde jakieś 7 godzin; w tym czasie trochę blaknie, ale mimo to jest naprawdę znośny. No i ten kolor...

Firma dorzuciła mi do zamówienia również lakier do paznokci z serii Hean: City Fashion nr. 168. Niestety moje paznokcie się z nim nie polubiły, ponieważ na drugi dzień lakier zaczął odpryskiwać, pomimo nałożenia na warstwę odżywki 8w1 z Eveline. Dlatego też szybko się go pozbyłam i nie żałuję tego, bo nie lubię tego typu odcieni na dłoniach.

Mam nadzieję, że ta duża recenzja się Wam podobała - jest to typ postów nad którymi trzeba spędzić sporo czasu, żeby wystawić rzetelną opinię... a ja lubię testować ;)
Jeżeli miałyście któryś z tych produktów - napiszcie jak się Wam sprawdził, chętnie zapoznam się z wasza opinią.
Do zobaczenia!