Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świeczki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Poniedziałek z Yankee Candle | Icicles

CZEŚĆ!

W moim zapachowym schowku powoli kończą się zapasy wosków, które zrobiłam już jakiś czas temu, więc wybrałam się na stoisko Yankee Candle po to, aby je uzupełnić. A jako że firma wypuściła kilka zimowych nowości w ostatnim kwartale 2014 roku, to postanowiłam skusić się na jedną z nich. I tak oto stałam się posiadaczką Icicles.


MOJA OPINIA:

Pozwolę sobie od razu przejść do mojej opinii, gdyż kompozycja jest nowością, zatem trudno znaleźć jest w Internecie jej dokładny opis. Jak sama nazwa sugeruje mamy tu do czynienia z aromatem mroźnym, świeżym i ostrym niczym sople lodu czyli właśnie icicles. Trudno jest mi sprecyzować, co konkretnie wybija się na pierwszy plan w tej kompozycji, ponieważ są to nuty drzewne, pomieszane jakby z sosnową żywicą...  jednakże ten wosk nie pachnie zwykłym lasem. Ma w sobie nieco ostrości, której dodaje mu cynamon. To właśnie ta przyprawa nadaje głębi całości.


Pewnie wielu z Was pomyśli teraz, że Icicles to wosk niewarty uwagi, gdyż po opisie można wywnioskować, iż pachnie jak łazienkowy odświeżacz powietrza. Nic bardziej mylnego! To kompozycja niezwykle odświeżająca, rześka i neutralizująca inne zapachy roznoszące się po domu. Gdy już na dobre rozgrzeje się w kominku można odnieść wrażenie, jakby dopiero co wywietrzyło się mieszkanie.
Moim zdaniem najtrafniejsze będzie stwierdzenie, iż producentom udało się zamknąć pod postacią tej tarteletki esencję, prawdziwej mroźnej zimy. Jeżeli więc lubicie takie oryginalne kompozycje, lub jesteście fanami "Frozen"/"Krainy lodu" to bardzo Wam ją polecam. :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Poniedziałek z Ynakee Candle | Pink Sands

HEJ!

Dziś chciałabym zaprezentować Wam zapach, który nie ma nic wspólnego z obecną porą roku, z posępną, pochmurna pogodą, jaką mamy za oknem. Wosk, który będę dzisiaj recenzować to esencja lata, wakacji spędzonych za granicą na gorących, południowych plażach. Oto Pink Sands!



O ZAPACHU:

"Plaża usypana z różowych piasków naprawdę istnieje! Żeby tam się dostać wystarczy dobrze rozgrzać wosk Pink Sands. Kiedy kompozycja zacznie unosić się w powietrzu – poczujemy zapach bajkowych, egzotycznych, kolorowych kwiatów wychylających się łapczywie w kierunku słonecznych promieni. Wkrótce też dotrze do nas aromat słodkiej wanilii i orzeźwiających cytrusów rosnących w gajach usadowionych na skraju fantazyjnych, różowych wydm."

MOJA OPINIA:

Raz w życiu miałam okazję widzieć na własne oczy różowy piasek w Zatoce Balos na północno-zachodnim wybrzeżu Krety i byłam oczarowana jego przepięknym, pastelowym kolorem idealnie współgrającym z turkusową wodą. Chcąc więc wspomnieniami powrócić do tamtych wakacyjnych chwil rozgrzałam wosk i... przeżyłam niesamowite rozczarowanie. Ten zapach przywodzi na myśl ogród pełen słodkich, wiosennych kwiatów, a nie piaszczystą plażę.


Po rozpakowaniu mocno wyczuwalne są w nim akordy kwiatowe przeplatające się ze świeżością cytrusów. Mimo że ten duet uzupełnia aromat wanilii, to jest ona praktycznie niewyczuwalna, jakby przytłumiona owocowo-kwiatowym połączeniem. Niestety zachwiane proporcje odbiły się na całości kompozycji, która stała się po prostu mdła i bez wyrazu.
Niestety Pink Sands okazał się dla mnie rozczarowaniem również pod względem trwałości oraz intensywności, gdyż po dwóch godzinach od rozgrzania zapach zaczyna zanikać. Oczywiście, jest to mieszanka z natury delikatna i słodka, ale moim zdaniem producent powinien mocniej nasycić ją aromatem.

Cóż, ten wosk polecam wielbicielom subtelnych, słodko-kwiatowych kompozycji, ponieważ raczej nie spodoba się on osobom, które szukają czegoś wyrazistego. Jak dla mnie nazwa produkty została nieadekwatnie dobrana - różowe piaski powinny pachnieć słono-słodko, mieć w sobie słoną morską nutę...  

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Poniedziałek z Yankee Candle | Calm

CZEŚĆ!

Powrót do zwyczajowego rytmu pracy po przerwie świątecznej jest bardzo trudny, tym bardziej, że niebawem ferie, więc chciałoby się już znów trochę poleniuchować, odprężyć. Pomocny w odpędzeniu tych wszystkich stresów jest relaks przy filmie czy książce w towarzystwie ulubionego zapachu. Woskiem, który ma za zadanie nam w tym pomóc jest "Calm" od Yankee Candle z serii Relaxing Rituals.


MOJA OPINIA:

Tym razem pozwolę sobie przejść od razu do mojej opinii na temat tego wosku, gdyż w Internecie nie znajdziecie szczegółowych opisów, jakie to w zwyczaju ma dodawać Yankee Candle. Pojawiają się jedynie informacje o tym, że jest to specjalna wersja produktu do aromaterapii, która łączy w sobie aż 3 zapachy. Tak naprawdę są to jedynie trzy nuty zapachowe w jednej tarteletce, tworzące określoną mieszankę,  no ale jak się to ładnie ubierze w słowa... :) W każdym razie - ta linia liczy sobie pięć kompozycji:

Calm to połączenie słodkiej wanilii, stanowiącej bazę dla całej mieszanki, przeplatanej z świeżymi, ziołowymi nutami lawendy, która po rozgrzaniu wosku wybija się na pierwszy plan. Natomiast egzotyczne drzewo sandałowe stanowi łagodzący dodatek, jaki znakomicie tonuje słodycz wanilii swoim subtelnym, drzewnym zapachem. Całość wypada bardzo interesująco i jak na Yankee Candle przystało - niesamowicie intensywnie. Naprawdę niewielka ilość wystarczy, by cały dom wypełnił się aromatem słodkich ziół.


Bo gdybym musiała w dwóch słowach opisać wosk "Calm" użyłabym właśnie tego sformułowania - słodkie zioła. Z pewnością wielbiciele zapachów kwiatowych oraz roślinnych kompozycji będą nim zachwyceni. Dla mnie jest on idealny i faktycznie pozwala się odprężyć, gdyż wanilia i lawenda, razem czy osobno, są cudownymi pachnidłami. :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Poniedziałek z Yankee Candle | Baby Powder

CZEŚĆ!

Dziś zapraszam Was na kolejną odsłonę dobrze znanej i lubianej serii "Poniedziałek z Yankee Candle", której głównym bohaterem będzie wosk Baby Powder. Cieszy mnie, że posty o tej tematyce mają dużą "czytalność", gdyż ich pisanie mnie samej sprawia wielką frajdę. Uwielbiam otaczać się przeróżnymi zapachami, więc bardzo chętnie dzielę się z Wami moimi przemyśleniami odnośnie coraz to nowych kompozycji. :)


O ZAPACHU:

"Szczelnie otula całe ciało i skutecznie niweluje drażniący ból. Pachnie czystością, świeżością i niewinnością i kojarzy się z dziecięcą beztroską oraz czułą miłością. Dziecięcy puder to element powszechnie wykorzystywany przez największym mistrzów perfumeryjnych. Artyści kreujący najcudowniejsze i najmocniej chwalone zapachy wiedzą, że to właśnie ten aromat – czy to umieszczony w bazie kompozycji, czy uwalniający się dopiero po kilku godzinach – potrafi najmocniej przekonać do zawartości zdobnego flakonika. Tak samo jest z woskiem Baby Powder, który już w chwilę po rozgrzaniu rozkochuje w sobie świeżymi, pudrowymi aromatami."

MOJA OPINIA:

Ten zapach to zdecydowanie klasyk w ofercie Yankee Candle, który zyskał wielu zwolenników ze względu na swą czystość i świeżość. Wydawałoby się, że wosk będzie bardzo delikatny, jednakże niech Was nie zwiedzie jego niewinny biały kolor - pudrowy aromat jest dość intensywny oraz lekko słodkawy. Bardzo szybko rozprzestrzenia się w pomieszczeniu i pozostaje w nim wyczuwalny na długo.


Jak widzicie zużyłam niemal połowę tarteletki i czuję, że nieprędko ją skończę. Niestety aromat pudru dla niemowląt nie przypadł mi do gustu - według mnie to płaski zapach, pozbawiony głębi i wyrazu. Co gorsza po jakiś dwóch godzinach palenia staje się dla mnie drażniący, więc jeżeli szukacie nieduszącej, delikatnej kompozycji to zdecydowanie go odradzam
Zapach zasypki dla niemowląt trzeba lubić, ja nigdy za nim nie przepadałam, jednak jeśli nie przeszkadzają Wam aromaty dziecięcych kosmetyków to możecie wypróbować tę propozycję od Yankee Candle. 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Poniedziałek z Yankee Candle | Vanilla Cupcake

HEJ!

Dzisiaj wpis wyjątkowy, bo prawdopodobnie już ostatni w tym roku. Ponownie przywitam się z Wami 1 stycznia postem o ulubieńcach 2014, podsumowującym moje kosmetyczne i pielęgnacyjne odkrycia minionych 12 miesięcy. Mam nadzieję, że i Wy dzięki niemu poznacie poznacie trochę nowych produktów oraz na niektóre się skusicie. ;)

A teraz przechodzimy do przedstawienia bohatera dzisiejszej notki, a jest nim wosk Yankee Candle o nazwie Vanilla Cupcake. Niestety do zaprezentowania Wam tarteletki w pełnej krasie będę musiała wykorzystać zdjęcie, które już raz pojawiło się na blogu, gdyż zużyłam już niemal cały wosk!


O ZAPACHU:

"Łakocie kupione w specjalizującej się w taśmowej produkcji ciach cukierni nie mogą się z nimi równać! Bo najlepiej smakują i najbardziej widowiskowo pachną domowe babeczki – maślane, biszkoptowe, polane słodkim lukrem przełamanym sokiem świeżo wyciśniętym ze słonecznej, rześkiej cytryny. Taki deser to raj dla podniebienia i uczta dla nosa! To także zaproszenie do odbycia aromaterapeutycznej sesji w towarzystwie Vanilla Cupcake – woskowej tarteletki, która w chwilę po podgrzaniu zaczyna pachnieć jak ciepła, przed chwilą wyjęta z pieca, waniliowa babeczka oblana cytrynowym lukrem."

MOJA OPINIA:

Cóż mogę napisać - zużycie mówi samo za siebie. Ja wręcz kocham zapach wanilii niemal we wszystkich połączeniach. To aromat bardzo uniwersalny, który znakomicie ubogaca całą kompozycję. W tym wydaniu jest słodki, ale nie cukierkowy, przełamany wonią świeżo upieczonego ciasta biszkoptowego. Ten miks sam w sobie byłby dość mdły, dlatego dopełnienie stanowi tutaj kwaskowaty zapach cytrynowego lukru. Wydaje mi się, że to właśnie on nadaje niepowtarzalności temu połączeniu i czyni je niezwykle... apetycznym. :)
 


Co do samej kompozycji zapachowej nie mam najmniejszych zastrzeżeń, bo bezapelacyjnie jest ona jak dotychczas moją ulubioną, jednakże mam wrażenie, że wosk ten jest nieco mniej intensywny niż poprzednicy. Pachnie dużo mocniej w opakowaniu, po podgrzaniu aromat staje się bardziej subtelny, lecz może był to efekt zamierzony? Może Vanilla Cupcake ma właśnie przywodzić na myśl takie delikatne, rozpływające się w ustach babeczki waniliowe?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Poniedziałek z Yankee Candle | Christmas Memories

CZEŚĆ!

Chyba nic tak bardzo nie kojarzy się mi ze świętami Bożego Narodzenia jak pierniki. Uwielbiam rozchodzący się po domu zapach pieczonego, piernikowego ciasta, doprawionego przyprawami korzennymi i cynamonem. Dlatego wosk Christmas Memories stał się moim ulubieńcem, gdyż mogę raczyć się tymi aromatami w każdej chwili.


O ZAPACHU:

"Przyprawy korzenne, słodkie pierniczki i aromat unoszący się znad kufla parującego, winnego grzańca – tak większości z nas kojarzy się zapachowa esencja zimowych świąt. Mocny, bogaty aromat ociepla grudniowe wieczory i kreuje w magiczny sposób świąteczną, rodzinną atmosferę – niepowtarzalną, niosącą za sobą uczucie szczęśliwej celebracji. Na bazie takich słodkich, rozgrzewających nut specjaliści od aromaterapii stworzyli kompozycję Christmas Memories. Wątki idealnie doprawionych łakoci zamknięto w formie dekoracyjnego wosku, który – już w chwilę po podgrzaniu – wypełnia dom atmosferą przyjaźni, przywołując wszystkie, najlepsze, świąteczne wspomnienia."

MOJA OPINIA:

Najodpowiedniejsza kompozycja zapachowa na okres grudniowych świąt, pomaga wprowadzić ciepłą, rodzinną atmosferę do domu. Wosk jest sam w sobie tak intensywny, że czuć go przez szczelne opakowanie, a po zapaleniu od razu wypełnia przestrzeń słodko-korzennym aromatem pierniczków. Zapach dodatkowo podbija woń cynamonu i orzechów, chociaż te ostatnie wyczuwalne są najsłabiej.


Tarteletka należy do okolicznościowej linii zapachów Yankee Candle, nie wiem więc, jak długo będzie dostępna w ofercie, zatem radzę zrobić sobie spory zapas, bo jest zdecydowanie najlepsza ze wszystkich mieszanek świątecznych. ;) 
Christmas Memories polecam wszystkim ciasteczkowym łasuchom i wielbicielom korzennych mieszanek! Pycha!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Poniedziałek z Yankee Candle | Midsummer's Night

HEJ!

Dziś mamy poniedziałek, co oznacza, że tematyczna seria postów na blogu właśnie ruszyła. Zaczynamy od wosku Midsummer's Night, gdyż zostałam tydzień temu poproszona w komentarzu o jego dokładniejszy opis.

Standardowa cena tej tarteletki to 7 zł, ale możecie upolować ją taniej w Internecie, lub poczekać na okresową promocję "Zapach Miesiąca" na stoiskach Yankee Candle. Ja zamówiłam ją podczas trwania Dnia Darmowej Dostawy w Mydlarni Hebe.


 O ZAPACHU:

"Zaśnij głęboko i wejdź do fantastycznego świata dzikiego lasu, w którym buszują rezolutne elfy i duchy, i w którym rozgrywają się zawiłe, miłosne intrygi. Przywitaj się ze słynnym Pukiem i zanurz w fabule spisanej ręką Mistrza Szekspira. A potem... obudź się z tej letniej fantazji i zatoń w męskim aksamicie Midsummer's Night – głębi cudownego wosku, którego kompozycja zainspirowana została losami Tytanii, Hermii i Lizandra. Stań na brzegu jawy i snu, przekonaj się, jak bardzo hipnotyzujące jest połączenie ciężkiego piżma, mahoniowej wody kolońskiej, paczuli i słodkich, korzennych wątków."

MOJA OPINIA:

Bardzo głęboki i wyrazisty męski zapach czuć nawet przez szczelne, foliowe opakowanie. Ta kompozycja ciężkich, korzennych nut zapachowych przywodzi na myśl woń wody kolońskiej. Zdecydowanie najmocniej z całej mieszanki wybija się ziołowy aromat szałwii i paczuli, zaraz potem dociera do nas intensywne, korzenne drzewo mahoniowe. Dopełnienie stanowi słodkie piżmo, wyczuwalne pod sam koniec, które nasyca a także nadaje wymiaru całej mieszance.   
Mimo iż wosk należy do rześkiej linii zapachowej Yankee Candle, ja nie nazwałabym go świeżym - to raczej mocny, duszący zapach... z pewnością nie dla każdego.


Już po rozgrzaniu niewielkiej ilości wosku w kominku zapach rozchodzi się po całym domu wręcz błyskawicznie i utrzymuje naprawdę długo. Jeszcze następnego dnia czułam aromat wody kolońskiej w korytarzu, gdzie stał kominek.

Midsummer's Night to kwintesencja zapachu męskich perfum. Poleciłabym go wielbicielkom aromatów zdecydowanych, mocnych, które utrzymują się wiele godzin nie tracąc na swej intensywności. Jeżeli lubicie ziołowo-korzenne mieszanki to naprawdę warto się tym woskiem zainteresować! :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Woski Yankee Candle | Tydzień po tygodniu

WITAJCIE!

Minęły Mikołajki, więc możemy powiedzieć, że grudzień już na dobre się zaczął. Coraz wyraźniej czuć klimat i atmosferę nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia - żeby ją jeszcze podkreślić postanowiłam wprowadzić do domu nieco zapachów. Dlatego też w Dniu Darmowej Dostawy złożyłam zamówienie w jednym ze sklepów na sześć wosków Yankee Candle. Chciałabym Wam teraz je wszystkie zaprezentować; niektóre są już otwarte, bo wprost nie mogłam się powstrzymać  i ich nie wypróbować:


Wosk od którego zacznę nazywa się Midsummer's Night - wybrałam go, ponieważ gdy tylko przeczytałam jakie nuty zapachowe są w nim zawarte to po prostu się zakochałam. Piżmo, paczula, szałwia oraz drzewo mahoniowe sprawiają, iż pachnie on jak męskie perfumy. Jest to bardzo wyrazista i intensywna kompozycja, na pewno nie dla każdego


Christmas Memories to wosk ze świątecznej edycji Yankee Candle, który spodobał mi się najbardziej ze względu na niesamowicie nastrojowe nuty zapachowe: słodkich pierników, cynamonu i prażonych orzechów laskowych. Prawdziwa esencja świąt - w dodatku pachnie tak intensywnie, że piernikowy aromat rozchodzi się po pokoju bez otwierania opakowania.


Mam wielką słabość do wanilii, dlatego moje zamówienie nie mogło obejść się bez wosku Vanilla Cupcake. Łączy on w sobie aromaty waniliowego ciastka, biszkoptu, lukru i cytryny - jednym słowem PYCHA! Pachnie niczym świeże muffinki wyjęte prosto z pieca, wypełniając cały dom ich apetyczną wonią.


Następny wosk nosi nazwę Pink Sands i łączy w sobie aromaty cytrusów, słodkich kwiatów oraz wanilii. Dość enigmatyczna nazwa dobrze oddaje jego zapach, w którym najwyraźniej wybija się woń kwiatowa z wyraźną, rześką nutą owocową. Nie do końca trafia w mój gust ale ma w sobie coś, co przykuwa uwagę.


Calm wosk z serii Relaxing Rituals i jest to mieszanka dość specyficzna, łącząca w sobie nuty słodkiej wanilii, ziołowej lawendy i mocnego aromatu drzewa sandałowego. Wybrałam go ponieważ uwielbiam lawendę, a w tym połączeniu jej zapach jeszcze bardziej zyskuje na intensywności. Zresztą już po zużyciu widać jak bardzo mi się on podoba. ;)


Baby Powder to wosk, który zainteresował moją mamę ze względu na to iż pachnie on pudrem dla niemowląt, więc dołączyła się do zamówienia. Jest to chyba jeden z tych kultowych produktów Yankee Candle, które znają wszyscy miłośnicy ładnych zapachów. Zdecydowanie delikatniejszy od poprzedników, bardzo uniwersalny.

Tak więc wygląda moja mała kolekcja tart od Yankee Candle. Chciałam Wam je wszystkie pokrótce opisać, żebyście mogli wiedzieć, czego się spodziewać w następnych notkach, bo oto rusza tematyczna akcja na moim blogu! Przez następne sześć tygodni, w każdy poniedziałek, będzie pojawiał się wpis dotyczący właśnie tych wosków. Jeżeli pomysł dobrze się przyjmie to zostanie on wprowadzony na stałe i odtąd poniedziałkowe posty zostaną zarezerwowane dla Yankee Candle. :)
A teraz powiedzcie - o którym wosku jako pierwszym chciałybyście przeczytać