HEJ!
A więc znów nadszedł czas podsumowań... nawet nie wiem, kiedy ten miesiąc zleciał. Być może dlatego, że cieszyłam się feriami i wolnym czasem, co pozwoliło mi zregenerować siły aż do następnej, świątecznej przerwy. Styczeń nie obfitował w jakieś szczególne odkrycia kosmetyczne, jeżeli chodzi o kolorówkę - pozostałam wierna produktom, które się u mnie sprawdzają i nie zamierzam z nich rezygnować w najbliższym czasie. Mimo to mam nadzieję, że wpis Was zaciekawi oraz przekona do zapoznania się z recenzjami, zamieszczonymi na moim blogu. :)
Jeżeli chodzi i podkład, korektor i szminkę, to nie chciałabym się tu nad nimi rozwodzić, gdyż na moim blogu znajdziecie ich recenzje. Wspominałam o tych produktach setki razy, więc nie widzę sensu, by po raz kolejny się nad nimi tutaj zachwycać. :)
Puder Revlon Nearly Naked - 010 "Fair Clair"
Kupiłam go w czasie trwania promocji 1+1 w Rossmannie i od tamtej pory słuch po nim zaginął, a to dlatego, że musiałam dłużej go poużywać by się do niego przekonać. Wspaniale wykańcza makijaż, dodając średniego krycia, pięknie stapia się z podkładem trzymając go w ryzach przez cały dzień. Ale co najważniejsze - skóra po jego zastosowaniu jest gładka, równa, niemal idealna. Jedynym minusem jak dla mnie jest słaby efekt matu, bo w strefie T zaczynam świecić się już po 3 godzinach.
Konturówka do ust Misslyn nr. 96
Wspominałam o niej niedawno, gdyż jest to mój dość świeży zakup. Polubiłam ją, mimo tego, że jest twarda i nie zostawia zbyt wiele koloru na ustach. Mnie jednak to odpowiada, bo bardzo trudno jest nią krzywo wyrysować kontur. Pozwala szmince utrzymać się dłużej i nie rozlewać nieestetycznie poza wargi.
Tusz do rzęs Eveline Big Volume Lash Waterproff
Pisałam o tym tuszu w ostatnim denku, z ta różnicą, że posiadałam wtedy wersję zieloną. Niebieska różni się od swojej bliźniaczki jedynie tym, iż jest wodoodporna, przez co bardziej trwała. Daje naturalne wykończenie na rzęsach, a sylikonowa szczoteczka precyzyjnie je rozdziela. Naprawdę cieszę się, że wróciłam do tego produktu.
Pharmaceris emulsja matująca do twarzy + 10% kwas migdałowy
Na temat tego duetu możecie poczytać >>>TU<<<. W poście tym obiecałam podzielić się z Wami moimi odczuciami dotyczącymi tej miniaturki kremu z kwasem migdałowym. Po ok. półtorej miesiąca stosowania wykończyłam 15 ml opakowanie i jestem nieco zawiedziona efektami. Moja skóra stała się jaśniejsza przynajmniej o ton, wyszło również parę niedoskonałości, ale nie zauważyłam jakiejś diametralnej zmiany - pewnie za krótko go używałam. Byłabym więc skora kupić produkt pełnowymiarowy.
Tołpa mydło borowinowe
Przekonałam się do mycia ciała produktami pozbawionymi chemicznych spieniaczy czy polepszaczy zapachu i myślę, że moja skóra będzie mi za to wdzięczna. Naturalna pielęgnacja wyjdzie na dobre każdemu, co do tego nie ma wątpliwości. Na temat tego mydełka wypowiadałam się już >>>TU<<< .
Bourjois płyn micelarny
Udało mi się go nabyć na promocji w SuperPharmie i szczerze żałuję, iż nie zrobiłam wtedy zapasów. Bardzo polubiłam się z tym płynem, bo w końcu mam wrażenie, że mój makijaż oczu jest dokładnie zmyty i rano nie budzę się z czarnymi od resztek tuszu powiekami. Płyn działa delikatnie, aczkolwiek dokładnie usuwa wszystko z twarzy, przy czym nie podrażnia skóry. Szczerze Wam go polecam, gdyż jest naprawdę świetny!
Tak oto zakończyliśmy tę krótką, treściwą listę ulubieńców minionego miesiąca. Koniecznie dajcie mi znać czy również podzielacie moją opinię odnośnie tych kosmetyków, oraz co najbardziej przypadło Wam do gustu! :)













