Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

"Męska Wyspa" w sieci!

HEJ!

Jak już pewnie zauważyliście wczoraj nie pojawił się poniedziałkowy post na temat wosków Yankee Candle. Niestety z powodów osobistych nie byłam w stanie go napisać, co już objaśniałam na moim Facebooku. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ponieważ dzisiaj przygotowałam dla Was niebanalną ciekawostkę, która z pewnością zainteresuje wszystkich mężczyzn! :)


Męska Wyspa, jak podkreśla to sam autor owej strony, jest męskim odpowiednikiem Lawendowej Farmy. Oba sklepy oferują naturalne produkty do pielęgnacji ciała, twarzy oraz włosów w tym bardzo szeroki asortyment mydeł. Tym co z pewnością wyróżnia te kosmetyki na tle innych, to fakt, że wytwarzane są przede wszystkim z ogromną pasją oraz zaangażowaniem. Zresztą zachęcam do zapoznania się z informacjami na stronie, gdyż jest bardzo schludnie i przejrzyście zaprojektowana. 

 
Na początek chciałabym zaprezentować Wam dwa mydła, przeznaczone do pielęgnacji skóry oraz zarostu. Na powyższym zdjęciu widzicie 50 gramowe połówki pełnowymiarowych produktów, za jakie przyjdzie nam zapłacić 7 zł. Opakowania są sterylnie zafoliowane, utrzymane w prawdziwie męskiej stylistyce. :)


Mydło "Podchmielone" przeznaczone jest zarówno do mycia ciała jak i włosów - działa antyseptycznie, regenerująco i odmładzająco. Dzięki zawartemu w składzie mniszkowi, wzmacnia cebulki włosów, zapobiega łojotokowi, a także bez problemów poradzi sobie z łupieżem. Pachnie bardzo przyjemnie, głównie miętą zmieszaną z trawą cytrynową. 


Drugie mydło, czyli "Dębowe Ciemne" ma nieco krótszy skład, jednakże nie ujmuje to w żaden sposób jego działaniu: dzięki wyciągowi z kory dębowej jest znakomitym środkiem przeciwzapalnym i bakteriobójczym, a więc sprawdzi się przy problematycznej cerze potrzebującej oczyszczenia. W dodatku przy regularnym stosowaniu lekko przyciemna włosy oraz zapobiega ich przetłuszczaniu. Jak dla mnie ma bardzo przyjemny, leśny zapach.


Z tego balsamu każdy posiadacz brody czy też wąsa powinien być zadowolony - dzięki lekkiemu olejowi z nasion brokułu działa on na zasadzie silikonu dodawanego do niektórych szamponów, z tą różnicą, że tu mamy wyłącznie składniki naturalne. Oleje konopny i ryżowy dodają włosom blasku, wzmacniają je oraz odżywiają. Dzięki dość zbitej, acz łatwo rozpuszczającej się pod palcami konsystencji kosmetyku można bez problemu ustylizować nim włosy. W dodatku pachnie on przepięknie - nieco ziołowo, ale jednak z nutką orzeźwiającej trawy cytrynowej.


Moim zdaniem taki balsam sprawdzi się świetnie nie tylko u mężczyzn! Panie mogą używać go do pielęgnacji oraz odżywienia brwi bądź też, jeżeli nie muszą ich zbytnio poprawiać, środka utrzymującego je w ładzie przez cały dzień. :)

Pani i Panowie, jak podobają się Wam te produkty? Niestety nie jestem w stanie napisać zbyt wiele o ich działaniu, gdyż nie są to kosmetyki przeznaczone dla mnie, jednakże jeżeli jesteście ciekawi, jak sprawują się te dwa mydełka, to dajcie koniecznie znać w komentarzach, a na pewno coś dla Was przygotuję. :)

sobota, 17 stycznia 2015

Duet z Pharmaceris w mojej codziennej pielęgnacji

HEJ!

Jeżeli siedzicie mojego bloga regularnie to wiecie, że w 2014 roku nie znalazłam swojego kremu idealnego i nadal intensywnie go poszukuję. Planowałam także rozpoczęcie kuracji kwasami, gdyż tak łagodna zima jaką mamy obecnie jest na takie zabiegi pielęgnacyjne wprost wymarzoną porą. Postanowiłam w końcu urzeczywistnić swoje postanowienia, więc w tym celu udałam się do apteki na małe zakupy - i akurat trafiłam na promocję produktów Pharmaceris, a że jestem z nimi już zaznajomiona oraz wiem, że raczej mi służą to skusiłam się na ten oto duet:


Nie chcę w tym poście recenzować tych produktów, bo przy stosowaniu kwasów należy poczekać trochę na efekty. Mogę wydać jednak wstępną opinię na ich temat.

Tak więc emulsja matująca świetnie nadaje się jako baza pod makijaż. Stosuję ją nieprzerwanie od jakiś trzech tygodni, rano po oczyszczeniu żelem do mycia twarzy. Ma lekko wodnistą konsystencję i bardzo szybko się wchłania. W dodatku rozprowadzanie podkładu czy korektora jest znacznie przyjemniejsze - tę różnicę czuć wyraźniej przy nakładaniu kosmetyków palcami. Zauważyłam również, że produkcja sebum w strefie T nieco się zmniejszyła, przez co mat utrzymuje się na twarzy dłużej
Może nie jest to krem stricte pielęgnacyjny, ale mamy tu aż 30 ml całkiem niezłej bazy pod makijaż ze skałdem pozbawionym sylikonów.


Zarówno krem jak i kwas wchłaniają się bardzo szybko i nie pozostawiają wyczuwalnej warstwy na skórze

Niezmiernie ucieszyła mnie dołączona w gratisie  15 mililitrowa miniaturka kwasu migdałowego o stężeniu 10%, gdyż mam możliwość zaobserwowania reakcji mojej skóry bez poczucia źle zainwestowanych pieniędzy. Jak do tej pory lubimy się z tym produktem, jednakże jest zdecydowanie za wcześnie, żebym mogła wyrazić swoje zdanie.

Chciałabym na sam koniec zaprzeczyć negatywnej opinii na temat tego kremu, która głosi iż skóra potrafi po nim odpadać z twarzy płatami. Jeżeli takie sytuacje mają miejsce to wynika to jedynie z niedostatecznej dbałości o nawilżenie cery oraz dodatkowego, agresywnego oczyszczania. Jeżeli decydujecie się na kwas to musicie pamiętać o stosowaniu kremu nawilżającego oraz rezygnacji z peelingów. Cera w tym czasie raczej nie będzie potrzebowała dodatkowego złuszczania - możecie ewentualnie zdecydować się na peeling enzymatyczny, o łagodniejszym działaniu.   

sobota, 10 stycznia 2015

Naturalne z natury | Tołpa mydło borowinowe

HEJ!

Ostatnimi czasy zaniedbałam nieco recenzowanie pielęgnacji na moim blogu, a to z racji tego, że wiele kosmetycznych nowości z kolorówki zawitało w mojej toaletce. Co prawda wciąż powiększam swoje zbiory i nadal mam kilka produktów, które czekają na swoją kolej, bo bardzo chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na ich temat. Ale wszystko w swoim czasie - dziś natomiast w roli głównej Tołpa - mydło borowinowe do odnowy biologicznej.


Pierwsze co rzuca się w oczy to bardzo ładne, charakterystyczne dla kosmetyków Tołpy opakowanie, na jakim to dumnie widnieje znaczek jakości. Są tu również wszystkie obietnice producenta  oraz skład, do którego analizy przejdziemy później. Mydło zawiera 1,7% borowiny i zostało wzbogacone o naturalne olejki eteryczne z drzewa różanego, szałwii, bergamotki, a także ylang-ylang.



Ziołowy zapach i brązowy kolor mydła wynikają z zastosowania w nim naturalnych składników - nie znajdziemy tu chemii pokroju SLS-ów, silikonów, PEG-ów czy sztucznych barwników, gdyż to produkt hipoalergiczny. Mydło ma oczyszczać oraz regenerować skórę, nie naruszając jej naturalnej bariery ochronnej. Producent obiecuje również, że kosmetyk w naturalny sposób powinien łagodzić stres i napięcie, przyczyniając się do odprężenia


A teraz to co wszyscy lubimy najbardziej czyli analiza składu:

Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate [środki powierzchniowo czynne z oleju palmowego], Aqua, Glycerin, Peal Extract, Sodium Cocoyl Isethionate [środek powierzchniowo czynny z oleju kakaowca], Palm Acid, Lavandula Angustifolia Flower Oil [olejek lawendowy], Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange), Leaf Oil [olej z liści drzewa oliwnego], Olea Europaea Oil [olej z owoców oliwki europejskiej], Polyguaternium-7, Salvia Sclarea Oil [olejek szałwiowy], Sodium Chloride, Palm Kernel Acid, Tetrasodium EDTA [sól, środek zmiękczający wodę], Tetrasodium Etidronate, Linalool, Citronellol, Geraniol, Limonene.

Jak widzicie wyróżniłam najważniejsze składniki, oraz substancje, które mogą wydać się Wam podejrzane. Zapewniam jednak, że nie są to środki szkodliwe, a całkowicie bezpieczne ekstrakty, sole i wyciągi z roślin.

Mydło dobrze się pieni, mimo braku SLS-ów, jake zastąpiono tutaj pochodnymi olejku palmowego. Bardzo przyjemnie i łatwo rozprowadza się na skórze - nadaje poślizg, dzięki któremu bezproblemowo można wykonać masaż rękawicą do mycia. Znakomicie spisuje się w tym połączeniu, które polecam Wam wypróbować, ponieważ rękawicą dodatkowo pobudzacie krążenie i lekko peelingujecie naskórek. Mydełko porządnie oczyszcza, jednakże po spłukaniu go z ciała całe to uczucie miękkiej skóry znika i staje się ona "tępa". Niestety nie pozostawia żadnego ożywiającego filmu, mimo że samo z siebie całkiem nieźle nawilża.

Spodobał mi się ten produkt, mimo że nie poczułam się specjalnie odprężona i odstresowana, tak jak obiecywał producent. ;) To jedynie mydło z wysokiej jakości składników, jedno z porządniejszych na rynku, jednakże nie ma co oczekiwać cudów. Polecam je, jako odskocznię od przepełnionych chemią żeli pod prysznic i płynów do kąpieli - na pewno będziecie z niego zadowolone.

środa, 10 grudnia 2014

Odbudowa i regeneracja | Sylveco pszeniczno-owsiany szapmon do włosów

HEJ!

Odkąd założyłam bloga nie napisałam jeszcze ani jednej notki na temat włosów, ich pielęgnacji czy stylizacji. Wynika to zapewne z tego, że sama mam je dość krótkie i nigdy nie potrzebowałam żadnych wymyślnych produktów aby je ujarzmić - zależało mi jedynie na tym by się mocno nie przetłuszczały i nabrały większej objętości.
Zbliża się jednak zima, musimy ubierać czapki gdyż temperatury na dworze są coraz niższe,  więc nie dość że aura nie sprzyja zachowaniu włosów w dobrej kondycji to jeszcze ciągłe używanie suszarki i prostownicy dodatkowo je osłabia. Z racji tego szukałam produktu, który wzmocni i nawilży przesuszone włosy. Tak oto natrafiłam na pszeniczno-owsiany szampon odbudowujący z Sylveco:


Kosmetyk możecie znaleźć w prawie wszystkich aptekach lub w wielu bio-drogeriach internetowych. Jego cena to ok. 21 zł. za 300 ml, jak więc na produkt hipoalergiczny ze składnikami pochodzenia naturalnego nie jest aż tak drogi.
Szampon sprawdzi się przy każdym typie włosów, a szczególnie przy tych, które są cienkie, osłabione oraz wymagają regeneracji. Producent zapewnia, że dzięki hydrolizatom pszenicy i owsa włosy zostaną odbudowane, gdyż te wyciągi to naturalne. łatwo przyswajalne źródło protein. dzięki składnikom silnie nawilżającym zapobiega przesuszaniu, a przy dłuższym stosowaniu można zaobserwować znacznie bardziej zwiększoną elastyczność włosa oraz jego odporność na uszkodzenia czy rozdwajanie. Z kolei olejek z trawy cytrynowej reguluje wydzielanie sebum i pielęgnuje skórę głowy. W składzie znajdziemy także miód i kwas mlekowy, które mają za zadanie spotęgować działanie wyżej wymienionych, roślinnych ekstraktów.


Rzućmy okiem na skład (podaję ze strony producenta):
Woda,  Glukozyd laurylowy,  Betaina kokamidopropylowa,  Miód,  Glukozyd kokosowy,  Panthenol,  Proteiny owsa,  Proteiny pszenicy,  Guma guar,  Kwas mlekowy,  Benzoesan sodu,  Olejek z trawy cytrynowej  

Szampon ma bardzo smukłe, poręczne opakowanie z wyraźnie wypisanym składem i działaniem składników aktywnych w nim zawartych. Jak to zwykle bywa w przypadku Sylveco - za przemyślany design należy się duży plus.
Wrażenia zapachowe są równie przyjemne - od razu po otwarciu możemy wyczuć bardzo intensywny słodko-ziołowy zapach trawy cytrynowej i miodu, który utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas po umyciu głowy. Kosmetyk ma gęstą konsystencję, co sprawia, że niewiele się go zużywa, a zatem jest wydajny. Przy pierwszym nałożeniu prawie w ogóle się nie pieni, dopiero przy powtórnej aplikacji zaczynają wytwarzać się znaczne ilości piany. 


Miałam wysokie oczekiwania co do tego produktu, gdyż skład ma naprawdę bardzo dobry, choć składniki aktywne, dzięki którym zawdzięcza swoją nazwę mogłyby być wymienione nieco wcześniej. Tymczasem na trzecim miejscu mamy detergent pochodzenia naturalnego i zaraz potem miód.
Szampon sprawował się naprawdę nieźle, stosowałam go na zmianę z produktem zapobiegającym przetłuszczaniu, lecz mimo to widziałam efekty. Po pierwsze świetnie oczyszczał z resztek kosmetyków i łoju wyprodukowanego przez skórę głowy. Nie plątał włosów, a wręcz przeciwnie, po umyciu udawało się je łatwo rozczesać. Pozostawiał je gładkie, miękkie i dodawał im nieco objętości - o wiele prościej nakładało się na tak przygotowane włosy kosmetyki do stylizacji. Nie nadawał im jednak zdrowego połysku oraz nie odżywiał w aż tak wysokim stopniu jakbym tego chciała. Owszem, zauważyłam poprawę stanu moich włosów, jednak nie były to powalające rezultaty.

Myślę, że osoby wrażliwe będą z niego bardzo zadowolone, gdyż kosmetyk ten nie uczula oraz nie podrażnia. Jeśli jednak szukacie czegoś naprawdę mocno odżywczego możecie być rozczarowane - samodzielnie nie zdziała cudów na włosach mocno zniszczonych, trzeba dodatkowo stosować regenerujące odżywki. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Ulubieńcy listopada #2

CZEŚĆ!

Nie wierzę, że ten miesiąc tak szybko zleciał i już mamy grudzień... no ale niestety, długie wieczory i coraz to niższe temperatury zwiastują nieubłaganie nadejście zimy, a co za tym idzie również Świąt. Wpływy ochłodzenia zdecydowanie widać w listopadowych ulubieńcach - powoli zaczynam zmieniać sposób pielęgnacji na bardziej "zimowy". Mój makijaż także ulega zmianie, choć w dalszym ciągu najmocniejszy akcent pada na oczy - mają być wyraziste i przykuwać uwagę. :)
A zatem, przedstawiam Wam listę ulubieńców minionego miesiąca:
 

Pędzel Hakuro H50  

Używałam go bardzo intensywnie, szczególnie pod sam koniec miesiąca, kiedy nakładałam mój nowy podkład z M.A.C (recenzja już niebawem!:). Genialnie współpracuje z kosmetykami o konsystencji płynnej z gęściejszymi nie radzi sobie za dobrze. Podoba mi się efekt niemal idealnie "wtopionego" w skórę podkładu; dzięki takiemu solidnemu zagruntowaniu mogę być pewna, że mój makijaż spokojnie przetrwa cały dzień w szkole.

Revlon ColorStay Liquid Eyeliner 

W końcu odnalazłam swój matowy eyeliner idealny, który wygodnie się nakłada i wytrzymuje na powiekach naprawdę długo w stanie niemal nienagannym. Nie chcę się za bardzo rozpisywać na jego temat, bo przygotowałam już post, w jakim porównuję go z moim ulubionym L'orealem, a więc poczekajcie, niebawem pojawi się na blogu. :)

NYX HD Photogenic Concealer 

Nie wyobrażam sobie makijażu bez tego małego cudotwórcy. Całkowicie przykrywa moje wydatne sińce pod oczami, pięknie rozświetla twarz ze względu na swój niemalże biały kolor (posiadam odcień CW01) oraz utrzymuje się cały dzień bez najmniejszych poprawek. Więcej na jego temat możecie poczytać >>>TU<<<

Maybelline SuperStay 14h Lipstick nr. 160 - "Infinitely Fuchsia"

Pokochałam ten kolor od pierwszego zobaczenia w drogerii; zresztą zwrócił on nie tylko moją uwagę; wiele osób dopytywało się mnie o tę szminkę, kiedy ją nosiłam. Pigment bardzo mocno "wżera" się w wargi, dzięki czemu wytrzymuje ona u mnie 8 godzin. Nie zauważyłam żeby przesuszyła moje usta, chociaż ma wykończenie matowe. Więcej o niej przeczytacie >>>TU<<<

Sylveco rumiankowy żel do twarzy 

To dzięki niemu stan mojej skóry uległ diametralnej zmianie, oczywiście na lepsze; nie mam już problemu z ropnymi zmianami na czole i w okolicach skrzydełek nosa. Jeżeli jakieś drobne wypryski okresowo się pojawiają, to zostają wchłonięte w ciągu 2-3 dni. Cera pojaśniała, nabrała promiennego wyglądu i przede wszystkim została oczyszczona. Żel rumiankowy stosowałam codziennie wieczorem, czasem również i rano, a nadal mam ok. 1/3 buteleczki.

Sylveco oczyszczający peeling ze skrzypem 

Nie chciałam tych produktów opisywać w duecie, tak jak zrobiłam to >>>TU<<<, gdyż chciałam pokrótce przybliżyć Wam ich działanie z osobna. Peelingu używałam 2 razy w tygodniu; za każdym razem pozostawiał skórę przyjemnie gładką, nawilżoną oraz czystą, a także dobrze radził sobie z suchymi skórkami na nosie. Miałam wrażenie, że kremy, które później nakładałam na wypeelingowaną nim twarz działały silniej - w każdym razie to uczucie było bardzo przyjemne. :)

Glinka zielona francuska + olej arganowy

Te dwa produkty zamówiłam kiedyś ze strony "Natura dla piękna" i teraz w okresie jesienno-zimowym powróciłam do ich intensywnego używania. Łyżeczkę glinki mieszam z połową łyżeczki wody i kilkoma kroplami olejku arganowego - to właśnie dzięki niemu maseczka ma spotęgowane działanie nawilżające i wygładzające. Po zmyciu skóra jest dogłębnie odżywiona oraz oczyszczona i te efekty naprawdę czuć. 
Dodatkowo dwa razy w tygodniu, wieczorem, na krem nakładam kilka kropel olejku co również potęguje odżywcze działanie kosmetyków. Dzięki temu zabiegowi mam pewność, że niskie temperatury nie wyrządzą mojej skórze najmniejszej krzywdy!

Tak oto dobrnęliśmy do końca! Myślę, że większość z Was, czytająca uważnie moje posty, zapewne wiedziała o jakich produktach napiszę, więc nie było to jakieś wielkie zaskoczenie. :)
A tymczasem przed nami grudzień - miesiąc prezentów i szalonych, świątecznych makijaży! Może z tej okazji pojawią się jakieś "specjalne posty" na blogu? Co o tym sądzicie, o czym chciałybyście przeczytać? 

piątek, 28 listopada 2014

Jesienny projekt denko #1

HEJ!

W mojej "skrzyni ze zużytymi kosmetykami" nazbierało się już trochę pustych opakowań, co oznacza tylko jedno - czas je wyrzucić i podsumować ich działanie w jesiennym projekcie denko! :)
Już teraz, na wstępie pragnę zaznaczyć, iż notki tego typu będą pojawiały się u mnie raz na 2-3 miesiące, w zależności od tego, jak szybko będę zużywać produkty. Myślę że forma kwartalna tych postów - jesień, zima, wiosna, lato - będzie najfajniejsza, bo wraz z nadejściem nowej pory roku zmieniam większość kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych


1. Max Factor Facefinity All Day Primer - Baza pod podkład: kupiłam ją w lipcu i skończyłam we wrześniu, więc towarzyszyła mi przez całe wakacje w największe upały. Wygładzała ładnie twarz, dawała satynowy efekt i przyjemnie rozprowadzało się na niej podkłady. Nie zauważyłam jednak, żeby jakoś znaczący wpływała na absorpcję potu i sebum. Tak sobie przedłużała makijaż.
Kupisz ponownie? - NIE, chciałabym przetestować inne bazy.

2. L'Oreal True Match The Foundation Super Blendable - Podkład: Musiałam znaleźć na niego sposób i odkąd zaczęłam nakładać go pędzlem stał się moim ulubionym podkładem drogeryjnym - nie zostawia smug na twarzy, ładnie stapia się z cerą, całkiem nieźle matuje i utrzymuje się na twarzy do 8 godzin. Posiadałam odcień N1 - najjaśniejszy w gamie neutralnych.
Kupisz ponownie? - TAK, zużyłam już 4 opakowania i na pewno kiedyś jeszcze do niego wrócę.

3. Eveline Big Volume Lash Professional Mascara Natural BIO Formula - Tusz do rzęs: Zielona wersja najbardziej przypadła mi do gustu - daje piękny, ale wciąż naturalny efekt gęstych, długich rzęs bez grudek. Silikonowa szczoteczka, której bardzo wygodnie się używało perfekcyjnie rozdziela. Tusz wytrzymywał cały dzień, może nieznacznie się osypywał pod koniec użytkowania.
Kupisz ponownie? - NIE WIEM, chciałabym jeszcze przetestować tyle tuszy...

4. Batiste "Fruity and Cheeky Cherry" i "Sassy and Daring Wild" - Suchy szampon: Wszystkie suche szampony tej firmy w podstawowej wersji mają dokładnie to samo działanie - odświeżają włosy, nadają im objętości i ułatwiają układanie. Różnią się jedynie zapachem, a ta dwa należą do moich ulubionych.
Kupisz ponownie? - TAK, już teraz w planach mam zakup zapachu orientalnego.


5. Tołpa Dermo Face Rosacal - Płyn micelarny: Bardzo łagodny płyn o przyjemnym, różanym zapachu. Nie pozostawiał skóry ściągniętej, przyjemnie koił i dobrze zmywał makijaż. Trzeba było trochę pocierać przy zmywaniu eyelinera z oczu, ale dawał radę i nie podrażniał. Produkt ekonomiczny - 400 ml wystarcza na długo, ale mimo to trochę za drogi (38zł.)
Kupisz ponownie? - NIE, już znalazłam swojego faworyta i jest nim Mixa.

6. Lirene Dermoprogram Cera Naczynkowa 3w1 - Płyn micelarny: Kupiłam go zaraz po zużyciu poprzednika, gdyż była na nie promocja w Biedronce. I w tym wypadku urzekł mnie delikatny kwiatowy zapach. Działanie miał w zasadzie zbliżone do Tołpy, choć nie koił i nie zmywał równie skutecznie. Szybko się skończył, ale nie będę po nim rozpaczać. :)
Kupisz ponownie? - NIE WIEM, jest tani, więc gdy będę potrzebowała czegoś na szybko...


7. Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka - Żel myjący, normalizujący: Ta seria produktów Ziaji szumem weszła na rynek; dużo się o nich mówiło, dużo pisało. Ja z początku tez byłam nimi zachwycona, jednakże efekty stosowania były nikłe... ten żel dobrze odświeżał, oczyszczał nie wysuszając przy tym skóry i mnie nie uczulił. Pozostawiał twarz lekko ściągniętą, ale dla mnie nie był to problem.
Kupisz ponownie? - NIE, znam lepsze produkty.

8. Pharmaceris antybakteryjny żel myjący, seria T: Używałam go pod koniec wakacji, po powrocie z za granicy i myślę, że to jemu zawdzięczam przyzwoity stan mojej skóry po solidnej dawce słońca i słonej wody. Bardzo dobrze oczyszczał, pozostawiał skórę gładką i matową. A w dodatku był wydajny.
Kupisz ponownie? - NIE WIEM, pewnie wrócę do niego w okresie letnim.

9. Sylweco Tymiankowy żel do twarzy - Żel myjący: Ten produkt gościł już u mnie w ULUBIEŃCACH więc nie będę się na jego temat tu już rozpisywać. Wiecie, iż bardzo lubię produkty tej firmy i w najbliższym czasie nie zamierzam z nich rezygnować. ;)
Kupisz ponownie? - TAK, z pewnością nie raz!


10. Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka - Krem na noc: Kolejny produkt marki Ziaja z tej jakże osławionej serii. Używałam go regularnie, każdego wieczora i mimo obietnic producenta nie zauważyłam u siebie znikome wręcz efekty - subtelna poprawa nawilżenia skóry i jej delikatne rozjaśnienie. Nie zapchał mnie, więc szybko go zużyłam i... wyrzuciłam.
Kupisz ponownie? - NIE, chcę spróbować silniejszych kwasów.


11. Decubal - Krem do rąk: Wiązałam wielkie nadzieje z tym kremem, tym bardziej, że niestety mam skłonność do przesuszania się dłoni. Jego działanie oceniam na dobre - poprawił stan moich rąk, nie miałam już takiego problemu ze skórkami przy paznokciach czy łuszczącą się skórą na palcach. Jednakże krem ten tak przeokropnie śmierdział i wchłaniał się latami, że nie można było wytrzymać z nim na rękach - dlatego nie zużyłam go do końca.
Kupisz ponownie? - NIE, przenigdy!

12. Balea Rumiankowy krem do rąk i paznokci: Kupiłam go w trakcie pobytu na wakacjach w DM'ie, a zaczęłam używać po powrocie do Polski na zmianę z Decubalem. W przeciwieństwie do poprzednika ten nie pozostawiał tłustej warstwy na dłoniach, szybko się wchłaniał i miał ładny, lekki zapach. Niestety jego działanie pozostawiało wiele do życzenia - na krótko poprawiał stan moich rąk.
Kupisz ponownie? - NIE, poszukam czegoś lepszego.

I tak oto dobrnęliśmy do końca! Jak Wam się podobało? Czy używaliście któregoś z tych produktów? Koniecznie dajcie mi znać co o nich myślicie i jakie zamienniki tych produktów polecacie! :)

czwartek, 20 listopada 2014

Oczyszczająca moc rumianku i skrzypu | Recenzja duetu z Sylveco

HEJ!

Jak zapewne każda z Was wie najważniejsza w utrzymaniu skóry w dobrej kondycji jest dostosowana do jej aktualnych potrzeb pielęgnacja. Dlatego też ja nie mam stałego schematu dbania o cerę - często lubię sięgać po nowe produkty, testować je, sprawdzać ich działanie oraz porównywać. Jako że mój tymiankowy żel do mycia twarzy (o którym pisałam w ULUBIEŃCACH) niestety już się skończył, postanowiłam wypróbować inne produkty tej firmy. Tak więc dziś zapraszam na recenzję rumiankowo - skrzypowego duetu Sylveco.


Oba produkty kupiłam w aptece i to właśnie tam powinnyście ich szukać. Wiem, że z dostępnością Sylveco może nie być za łatwo, ale opłaca się zajrzeć do kilku, żeby znaleźć te dwa produkty. Poza tym możecie zamówić je również w Internecie, z tym raczej nie ma problemu. Ceny nie należą do zbyt wygórowanych, jak na kosmetyki hipoalergiczne: za 75 ml peelingu zapłacimy ok. 18 zł, a za 150 ml żelu 16 zł.


Oczyszczający peeling przeznaczony jest do cery tłustej czy też mieszanej oraz borykającej się z problemem rozszerzonych porów. Zawiera korund, czyli mineralne drobinki które delikatnie, aczkolwiek skutecznie złuszczają martwy naskórek. Dzięki ekstraktowi ze skrzypu polnego normalizuje pracę gruczołów łojowych, łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację skóry. Jako naturalne źródło zapachu dodano do peelingu olejek z drzewa herbacianego. Producent obiecuje, że kosmetyk stosowany regularnie (1-2 w tygodniu lub w zależności od naszych indywidualnych potrzeb) ma zmniejszyć widoczność porów, wyregulować wydzielanie sebum, dotlenić skórę i ogólnie poprawić jej stan.

A teraz rzućmy okiem na skład (podaję ze strony producenta):
Woda,  Korund,  Olej sojowy,  Masło karite (Shea),  Gliceryna,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej z pestek winogron,  Ekstrakt ze skrzypu polnego,  Wosk pszczeli,  Alkohol cetylowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Olejek z drzewa herbacianego 
 

Kosmetyk zapakowano w estetyczne, tekturowe pudełeczko, które kryje w środku bardzo schludnie wyglądający, plastikowy słoiczek. Za takie opakowanie należy się duży plus, ponieważ umożliwia nam ono dokładne wydobycie produktu - nic się tu nie zmarnuje.
Konsystencja peelingu jest niesamowicie kremowa oraz bardzo gęsta, a pod palcami można wyczuć maleńkie drobinki korundu. To sprawia, że masaż twarzy wykonuje się z przyjemnością i wcale nie trzeba używać dużo kosmetyku; ja do pokrycia mojej  buzi potrzebowałam ilości odpowiadającej mniej więcej ziarenku grochu. Produkt ma także bardzo subtelny, herbaciany zapach.

A teraz najważniejsze, czyli działanie - jest to naprawdę świetny peeling, dzięki któremu na pewno dogłębnie oczyścimy naszą cerę i z pewnością pozbędziemy się suchych skórek - po prostu czuć, że on porządnie złuszcza. W trakcie rozcierania zaczyna się on delikatnie wchłaniać, więc gdy stanie się tępy pod palcami to należy go dokładnie spłukać z twarzy. Pozostawia skórę gładką, nawilżoną i matową, lecz nie pozbawioną naturalnego płaszcza lipidowego.


Rumiankowy żel do twarzy przeznaczony jest do dokładnie takich typów cery jak peeling, zatem stanowi swoiste uzupełnienie drugiego produktu. Posiada olejek z rumianku lekarskiego, który zawiera wiele substancji czynnych, warunkujących jego terapeutyczne działanie. W składzie znajdziemy także 2%-owy roztwór kwasu salicylowego (BHA) - świetnie radzi sobie on z zaskórnikami, a także ma delikatne działanie złuszczające, lecz w przeciwieństwie do kwasów AHA długotrwałe.
Regularnie stosowany żel powinien odblokowywać pory i usuwać zanieczyszczenia, a także przyczynić się do zmniejszenia produkcji sebum oraz szybszej odnowy naskórka. Poza tym wykazuje właściwości gojące i łagodzące drobne rany czy podrażnienia.

A oto jego skład:
Woda,  Glukozyd laurylowy,  Gliceryna,  Kwas salicylowy,  Panthenol,  Wodorowęglan sodu,  Benzoesan sodu,  Olejek rumiankowy 

Bardzo podoba mi się opakowanie kosmetyku - wygodna pompka odmierza idealną porcję żelu. Z pewnością nie można mówić tu o jakichkolwiek problemach z wydobyciem produktu, nawet jeżeli jest go już mało na dnie. 
Żel ma gęstą konsystencję, jest przejrzysty i przyjemnie rozprowadza się go na twarzy. Niestety zapach produktu może zniechęcać, gdyż trąci nieco octem jabłkowym - przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Ale to jego jedyny minus, ponieważ działa rewelacyjnie! 

Moja skóra bardzo go polubiła i jest teraz w naprawdę świetnej formie: od trzech tygodni nie pojawił się na niej nawet jeden wyprysk, zaskórniki jakby lekko przybladły, a cera stała się świeża i promienna. Drobne ranki i blizny po wcześniejszych nieprzyjaciołach goją się znacznie szybciej oraz są mniej widoczne. Pozostanę neutralna w kwestii przetłuszczania się skóry, ponieważ nie jestem w stanie określić czy na tym polu ten kosmetyk coś zdziałał. Ja od zawsze miałam z tym problem i stale się z nim borykam - bywa to bardziej lub mniej uciążliwe.

Podsumowując - te produkty świetnie współpracują ze sobą w duecie, ponieważ naprzemienne stosowanie potęguje ich działanie. Są ta także kosmetyki niesamowicie wydajne, ze względu na swe gęste, treściwe konsystencje. Myślę, że na pewno sprawdzą się u posiadaczek cery tłustej i trądzikowej. :)

piątek, 7 listopada 2014

Krem pod oczy z Ziaji | Walkę z cieniami czas zacząć!

WITAJCIE!

W poniedziałek, gdy wracałam ze szkoły, zajrzałam po drodze do drogerii, z której oczywiście nie mogłam wyjść pustymi rękoma. Astor, do jakiego się udałam, ma wyjątkowo obszerny asortyment marki Ziaja, więc to tam zaczęłam swe poszukiwania. I tak oto stałam się posiadaczką kremu pod oczy i na powieki rozjaśniającego cienie pod oczami z bławatkiem.

Niestety, jestem osobą dość hojnie obdarzoną przez naturę pięknymi fioletowo-niebieskimi cieniami pod oczami. Wczesne wstawanie, wieczory przed komputerem i późne udawanie się na spoczynek dodatkowo jeszcze uwydatnia mój problem. Dlatego powiedziałam sobie - dość! Czas temu zaradzić.


Krem kosztował 5,50 zł. i za tę cenę mamy 15 ml produktu, a więc dużo i tanio. Zapakowany był w estetyczne opakowanie, zabezpieczone folią z wyszczególnionymi obietnicami producenta i składem, na który teraz rzucimy okiem:


A więc: Aqua [woda], Caprylic/Capric Triglyceride [emolient tłusty], Cetearyl Glucoside [emulgator, stabilizator], Cetearyl Alcohol [emolient tłusty], Hydrogenated Coco-Glycerides [emolient, tłuszcz kokosowy], Elaeis Guineensis Oil [olej palmowy], Octyldodecanol [emolient, stabilizator], Glycerin [gliceryna, humektant], Panthenol [pantenol, humektant], Ceteareth-20 [emulgator], Propylene Glycol [glikol propylenowy, humektant,], Centaurea Cyanus Flower Extract [ekstrakt z bławatka], Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer [emulgator, stabilizator], Isohexadecane [emolient suchy], Polysorbate 80 [emulgator], Tocopheryl Acetate [witamina E], Retinyl Palmitate [witamina A], Sodium Polyacrylate [stabilizator, wiąże składniki kosmetyku], Methylparaben [konserwant], Ethylparaben [konserwant], DMDM Hydantoin [konserwant]
Na czerwono zaznaczyłam substancje komedogenne (mogące zapychać) na zielono substancje mogące wywołać podrażnienie, a na fioletowo alergeny.

Skład niestety do wybitnych nie należy, kosmetyk może zapychać albo podrażnić a nawet uczulić osoby ze skórą wyjątkowo wrażliwą. Moim zdaniem produkt przeznaczony do tak delikatnych stref jak skóra pod oczami powinien być mniej napakowany chemią.


Krem ma lekką, rzadką konsystencję, jest pozbawiony zapachu. Szybko się wchłania po aplikacji, daje przyjemne uczucie nawilżenia, które niestety nie utrzymuje się dość długo. Okolice oczu i powieki, zmęczone i lekko opuchnięte po całym dniu niestety nie zostały ukojone. Po tych kilku użyciach jeszcze nie mogę stwierdzić, czy krem rzeczywiście rozjaśnia te uporczywie sińce...
Na plus mogę zaliczyć jeszcze to, iż z pewnością będzie wydajny, nie trzeba używać go dużo.

Zobaczymy, czy Ziaja da sobie radę z moim problemem, bo na ten moment nie zapowiada się aby kosmetyk miał zdziałać cuda. Mam nadzieję, że mnie również nie zapcha, ponieważ moje oczy mają skłonność do podrażnień i reakcji alergicznych na niektóre produkty...

Ja na dziś się z Wami żegnam i zapraszam na mojego Facebooka!

wtorek, 4 listopada 2014

Ulubieńcy października #1

CZEŚĆ!

Jesień w pełni, niestety robi się coraz chłodniej, październik dobiegł końca... nadszedł więc czas na ulubieńców miesiąca! Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię właśnie ten rodzaj postów/filmów, bo dzięki nim mogę w krótkim czasie odkryć wiele nowych, ciekawych produktów. Więc... zaczynamy!

Suchy szampon Batiste fruity and cheeky cherry

Szampony Batiste odkryłam pół roku temu dzięki YouTube'owi i od momentu kiedy po raz pierwszy je kupiłam stałam się ich wielką fanką. Poza tym, że wspaniale przedłużają świeżość włosów to dodatkowo je podnoszą i dodają nieco objętości. Kosztują ok. 15 zł. jednakże bardzo wydajne - mnie spokojnie wystarczają nawet na 2 miesiące. Słodki, wiśniowy zapach tego szamponu totalnie mnie urzekł i żałuję, że kosmetyk już się skończył...

Krem wybielający przebarwienia FlosLek WHITE&BEAUTY

Zawsze po lecie inwestuję w jakiś krem wybielający, który by mnie nie zapchał, przyzwoicie nawilżał a przede wszystkim DZIAŁAŁ. Tym razem padło na FlosLek, którego zaczęłam używać na początku tego miesiąca i jestem zadowolona - przebarwienia przybladły, te drobniejsze zniknęły, po opaleniźnie prawie nie ma śladu. Dodatkowo krem szybko się wchłania, nawilża i nie zapycha! Jednakże na bardziej spektakularne efekty trzeba poczekać trochę dłużej.

Ochronna pomadla do ust Maybelline Baby Lips - "Hydrate"

Tego produktu używam już ponad 2 miesiące i zauważyłam znaczną poprawę nawilżenia ust, a stosuję go na zmianę z waniliowym balsamem z AVONu - pomadka na dzień, a na noc coś bardziej treściwego. Lekka, nielepka formuła utrzymuje się na moich ustach od 1 godziny do maksymalnie 3, w zależności od tego co jem i piję. Zapach i prosty, ale gustowny design pomadki zachęca do częstego sięgania po nią. Mi w zasadzie niczego więcej nie potrzeba. ;)

Sylveco tymiankowy żel do twarzy

Lubię kosmetyki tej marki, ze względu na proste, nieprzepakowane chemią składy. Do tymiankowego żelu wróciłam po dłuższej przerwie i przypomniałam sobie za co tak bardzo go lubiłam. Gęsta, żelowa konsystencja sprawia, że produkt wystarcza na długo. Przyjemnie oczyszcza twarz, nie podrażnia jej, łagodzi stany zapalne przy zmianach trądzikowych. Po zmyciu pozostawia skórę, gładką oraz matową. Dodatkowo ma przyjemny, NATURALNY ziołowy zapach.   

Żel punktowy Iwostin, Purritin

Na początku tego roku, kiedy miałam większe problemy z trądzikiem na czole, moja dermatolog poleciła mi do pielęgnacji kosmetyki właśnie z tej serii. Do dziś pozostał mi jedynie żel punktowy, którego nadal używam na większe, bolesne wypryski. Po zastosowabiu zaczerwienienie wyraźnie się zmniejsza, żel nieco hamuje rozwój zmian trądzikowych i w zasadzie na tym jego działanie się kończy. Jednak tym miesiącu okazał się być szczególnie pomocny.

 Eyeliner L'Oreal Super Liner Black Laquer   
    
Dla mnie - kosmetyk wszech czasów! Nigdy nie miałam i najprawdopodobniej nigdy mieć nie będę równie cudownego eyelinera. Płynna formuła po zastygnięciu na powiece przypomina lateks i przybiera głęboki, połyskliwy odcień czerni. Produkt ten jest nie do zdarcia - przetrzyma wszystko: pot, deszcz nawet pocieranie palcem i trzyma się diabelnie długo (24 godziny spokojnie dałby radę). Zużyłam już chyba z pięć opakowań - jedno starcza na jakieś 3 miesiące intensywnego użytkowania, dzień w dzień. Po prostu - mój numer jeden! <3

Cień w kremie Maybelline Color Tattoo - 60 "Timeless Black"

Kolejny produkt od Maybelline w tych ulubieńcach tym razem z kolorówki. Posiadam w swojej kolekcji kilka kolorów tych cieni, jednakże w tym miesiącu moje serce podbiła czerń. Nie jest to może najczarniejszy odcień czerni, jaki miałam okazję używać, ale znakomicie nadaje się jako baza pod cienie do podbijania ich koloru. Poza tym przy stosowaniu go nie trzeba stosować nic innego - on naprawdę może utrzymać się te 24 godziny tak jak sugeruje producent.

Pomadka do ust Hean Vitamin Cocktail - 328 "Romantic"

O tych szminkach rozpisywałam się już w poprzednim poście, więc jeżeli chcecie wiedzieć więcej do was do niego odsyłam >>>TU<<<. Jest to mój ulubiony, jak do tej pory, kolor na jesień.

I tak oto lista październikowych ulubieńców dobiegła końca. Jest tu sporo pielęgnacji, ale moim zdaniem  to właśnie ona jest najważniejsza - na zadbanej twarzy każdy kosmetyk wygląda dobrze. Koniecznie napiszcie mi w komentarzu, czy używałyście któregoś z tych produktów i jak się Wam one sprawdziły.