Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery do paznokci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lutego 2015

Nowe kolory na paznokciach | Lakiery AVON Gel Finish

HEJ!

Mam swoje sprawdzone firmy, jeżeli chodzi o lakiery do paznokci i jeżeli już decyduję się na manicure, to zazwyczaj po nie sięgam. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie przetestowała czegoś innego, dlatego dziś zaprezentuję Wam moje nowe lakierowe trio AVON Gel Finish! Nie są to co prawda kolory, o które ostatnio powiększyła się oferta w katalogu, ale mimo wszystko mam nadzieję, że Was zainteresują!


Każdy kosmetyk jest pakowany osobno do czarnego pudełeczka z wygrawerowaną u góry nazwą koloru. Jak widzicie na poniższych zdjęciach ja posiadam odcienie "Sheer Love", "Mauvelous" i "Marine Blue". Lakiery mają dość dużą pojemność bo znajdziemy tu 10 ml. produktu. W dodatku ich konsystencja jest dość gęsta oraz zawiera dużo pigmentu, co umożliwia pełne pokrycie płytki paznokcia już za jednym pociągnięciem.


Wykończenie wszystkich lakierów już jak sugeruje sama nazwa jest żelowe, z wysokim połyskiem, który utrzymuje się przez cały czas noszenia. Produkty te są dość trwałe, wytrzymują na paznokciach do 4 dni w stanie nienaruszonym bez bazy, a to dobry wynik.


Jeżeli chodzi o wybór kolorystyczny to naprawdę mamy się nad czym zastanawiać, gdyż w katalogu AVON znajdziemy kilkanaście odcieni z całej palety barw. Od delikatnych, rozmytych róży (Sheer Love) poprzez intensywne, ciemnie niebieskości (Marine Blue) po kolory fioletowo-brązowe, jakie są nadal w modzie (Mauvelous)


Powyżej zamieszczam jeszcze dokładniejsze swatche. Niestety, nie potrafię zbyt pięknie malować paznokci, a więc to musicie mi wypaczyć. Poza tym moje paznokcie przechodzą teraz ciężki okres i są niesamowicie słabe po zdjęciu z nich żelu.
Czy podobają Wam się te lakiery? A może macie w swoich zbiorach jakieś inne kolory z tej serii? :)  

środa, 17 grudnia 2014

Przedświąteczne zakupy | Lakiery Golden Rose

CZEŚĆ!

Wczoraj miałam okazję spędzić trochę czasu w centrum handlowym, gdzie znajduje się bardzo dobrze zaopatrzona wyspa Golden Rose. Tym razem, jako że dysponuję raczej skromnym przedświątecznym budżetem, skusiłam się jedynie na dwa lakiery tej firmy: nudziak z serii Matte Satin oraz piękną butelkową zieleń z serii Rich Color.


Pierwszy z nich nr. 131 z serii Rich Color kosztował mnie 5,90 zł. a jego pojemność wynosi 10,5 ml. Kupiłam go ze względu na moją mamę, która od dawna szukała intensywnego odcienia ciemnej zieleni, który ładnie prezentowałby się na paznokciach. Mimo iż nie przepadam za tego typu kolorami na dłoniach to bardzo polubiłam się z tym lakierem - ciemna, nasycona, butelkowa zieleń skradła moje serce. Dodatkowo sądzę, że połączenie nr. 131 z ciemną czerwienią stanowiłoby przykuwający uwagę kontrast przy wigilijnym stole. ;)



Lakier posiada sporych rozmiarów pędzelek, jaki ułatwi rozprowadzenie produktu na dużych paznokciach - posiadaczki drobniejszych niestety będą musiały obchodzić się z nim ostrożnie. Jeżeli chodzi o krycie i rozprowadzanie to lakier nie zostawia smug, łatwo się nim maluje, a nałożony cienką warstwą wysycha bardzo szybko. Do uzyskania pełnego, satysfakcjonującego krycia potrzeba standardowo dwóch warstw, choć przyznam, że jedna też daje znośny efekt. 


Drugi nabytek to nr. 02 NUDE z serii Matte Satin. Był on nieco droższy od poprzednika, gdyż jego cena wynosiła 7,90 zł. ale za to mamy tu też większą pojemność 11,5 ml. Bardzo podobają mi się tego typu cieliste odcienie na paznokciach, bo optycznie wydłużają palce no i wyglądają bardzo elegancko. W mojej kolekcji nudziaków brakowało mi lakieru o wykończeniu matowym lub półmatowym - w przypadku Golden Rose mamy beżową satynę z niewielkimi, połyskującymi w świetle dziennym drobinkami.


Pędzelek jest zdecydowanie mniejszy niż w przypadku tych z serii Rich Color. Wygodnie aplikuje się nim lakier, jednakże bardzo trudno jest uniknąć smug, drobnych niedociągnięć czy zabrudzeń, gdyż przez to półmatowe wykończenie produkt dość ciężko rozprowadza się na paznokciach. Trzeba uważać jak się maluje, bo wbrew pozorom - nawet na tak jasnym kolorze widać w którym miejscu zadrżała nam ręka. Do uzyskania pełnego krycia wystarczą dwie warstwy, jeżeli ktoś jednak byłby bardzo uparty mógłby dołożyć trzecią. Niestety czas schnięcia to ok. 20 minut, jednak ja malując paznokcie wieczorem, uważam na nie aż do udania się na spoczynek.


Tak oto oba lakiery prezentują się na paznokciach. Niestety aparat nie wychwycił szczegółów, a winić za to mogę tylko bardzo słabe światło dzienne. Postaram się jednak na dniach wrzucić jakieś dokładniejsze zdjęcia na mojego >>>FACEBOOKA<<< tak więc ciekawskich odsyłam właśnie tam. Jeżeli chodzi o trwałość to Golden Rose zazwyczaj trzyma się na moich paznokciach bez uszczerbku 3 do 4 dni maksymalnie. Jak dla mnie jest to zadowalający wynik, choć oczywiście mogłoby być lepiej.
Ze zmywaniem obu lakierów nie ma większych problemów ale przy satynowym nudziaku należy najpierw potrzymać chwilę płatek kosmetyczny na paznokciu, gdyż może się on zwyczajnie kleić i zbierać watę.

Jak zwykle czekam na wasze komentarze, w których możecie podzielić się opinią na temat produktów Golden Rose i wyrazić swoją opinie donośnie tych dwóch lakierów. Przypadły Wam do gustu? A może preferujecie inne kolory zimą? :)

niedziela, 16 listopada 2014

Zakupowe szaleństwo | Zdobycze z Rossmanna

WITAJCIE!

Jak już zapewne wiecie od 10 do 19 listopada w drogeriach Rossmann trwa akcja 1+1 - czyli kupując jeden produkt z kolorówki drugi, który jest w tej samej cenie bądź tańszy, otrzymujemy gratis. Nie mogłam przepościć takiej okazji, dlatego moje zbiory kosmetyczne wzbogaciły nowe kosmetyki do makijażu.
Tak prezentują się moje wszystkie zdobycze:

 

Zacznijmy od rzeczy najtańszych - bibułki matujące z Wibo. Zakochałam się w tym gadżecie od pierwszego użycia, dlatego teraz zrobiłam sobie zapas i kupiłam dwa opakowania. Znakomicie przedłużają żywotność makijażu - wystarczy lekko je przycisnąć w świecące się miejsca by zebrać sebum, a potem lekko przypudrować twarz; makijaż jest odświeżony!


Następne w kolejce mamy dwa lakiery marki Maybelline z serii Super Stay 7 Days. Te dwa kolorki - 490 - Hot Salsa, 635 - Surreal - wzięłam dla mojej mamy, ponieważ ja nie gustuję w takich odcieniach na dłoniach. Sama posiadam piękną, ciemną czerwień z tej serii, 08 - Passionate Red i sprawdza się naprawdę znakomicie - na moich paznokciach trzyma się faktycznie 7 dni.


Od jakiegoś czasu szukałam produktu do brwi, który odpowiadałby mi idealnie kolorem, dlatego gdy zobaczyłam Master Shape Maybelliene w odcieniu Deep Brown, postanowiłam, że wezmę ją w ciemno (dorzuciłam ją do zakupów mamy :). Kolor mi odpowiada, kredka jest miękka, ma właściwości woskujące, co trzyma włoski na miejscu, no i poza tym na drugim końcu zamontowano szczoteczkę do przeczesywania, co znacznie ułatwia szybkie zrobienie brwi.



Pierwszy produkt marki Revlon to puder prasowany "Nearly Naked" w kolorze 010 - Fair Clair. Według producenta ma on dawać efekt jedwabiście gładkiej skóry, zmniejszać widoczność niedoskonałości i przy tym jeszcze naturalnie wyglądać na twarzy. Po kilku zastosowaniach muszę przyznać, że wszystkie obietnice zostały spełnione, a w dodatku puder ten całkiem przyzwoicie matuje!



Do pary skusiłam się na ColorStay Liquid Liner w kolorze Blackest Black. Uwielbiam swój eyeliner z L'oreala, ale daje on połyskliwe wykończenie na oku, a ja szukałam czegoś matowego. Kupiłam ten kosmetyk w ciemno, czego zazwyczaj nie robię, ale pierwszym użyciu jestem z niego bardzo zadowolona. Aplikator jest bardzo łatwy w obsłudze, przez 10 godzin nie rozmazał się ani nigdzie nie poschodził, a kolor nie stracił na intensywności.

 


Na tym zdjęciu porównałam oba produkty - czerń z Revlonu wydaje się być bardziej napigmentowana, ale jest to spowodowane oświetleniem i "lateksowym" wykończeniem L'oreala, który mocno odbija światło. W rzeczywistości głębia koloru jest porównywalna.


Tak więc, to wszystko co upolowałam na promocji w Rossmannie. Zastanawiałam się jeszcze nad jakimiś szminkami, lecz stwierdziłam, że kupię sobie parę kolorków na stoisku Golden Rose z serii Velvet Matte, bo jestem miłośniczką takiego wykończenia we wszelkich kosmetykach. :)
Koniecznie napiszcie mi co sądzicie o tych produktach czy je znacie, czy ich używałyście i jak Wam się sprawdziły?

sobota, 1 listopada 2014

Kosmetyki Hean | Recenzja produktów + swatches

HEJ!

Dziś obiecana recenzja kilku produktów firmy Hean, które zamówiłam na początku października. ;) Jak wiecie (albo i nie) Hean to polska marka kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych z raczej niższej półki cenowej - są więc w sam raz na każdą kieszeń. Jedynym minusem jest dostępność - szafę Heanu naprawdę trudno jest znaleźć, dlatego ja zrobiłam zakupy on-line. Tak więc prezentuje się moje całe zamówienie:
Na paczkę nie musiałam czekać długo, po jakiś 4 dniach mogłam ją już odebrać na poczcie. Wszystkie kosmetyki przybyły porządnie zabezpieczone, z dołączonym wykazem produktów i ich ceną. Pod tym względem nie mam do firmy najmniejszych zastrzeżeń. Przejdźmy zatem do prezentacji! :)

Pomadki do ust Vitamin Cocktail


Moje kolory to 328 Romantic oraz 79 Red Wine. Szminki zamknięte są w opakowaniach o walcowatym kształcie, wykonanych z porządnego, czarnego plastiku. Nadrukowana na zakrętce nazwa firmy i serii nie ściera się, więc nawet po dłuższym użytkowaniu będziemy wiedzieć po co sięgamy. 
Mamy tu aż 4,5g produktu za cenę zaledwie 13,99 zł, co moim zdaniem jest dużą zaletą i powodem, dzięki któremu watro skusić się na tę pomadkę. Hean zadbał zresztą o to abyśmy miały w czym wybierać - jestem pewna że w gamie 30 kolorów każdy znajdzie coś dla siebie, tym bardziej, że znalazłam wśród nich kilka unikatów, z jakimi wcześniej nie miałam styczności i to właśnie do nich należy 328 Romantic.
To chłodny, brudny róż, wpadający lekko w fiolet. Pomadka dodatkowo zawiera maleńkie drobinki; nie są one widoczne ani wyczuwalne na ustach ale nadają im świeże, świetliste wykończenie. Od dawna szukałam szminki, która będzie "ulepszonym kolorem moich ust", a wśród bardziej ogólnodostępnych marek nie potrafiłam jej dla siebie znaleźć.
Odcień 79 Red Wine jak sama nazwa wskazuje to czerwone wino, choć o dobre dwa tony jaśniejsze od standardowego, ciemnego koloru wina. Zdecydowany hit tej jesieni. Ta pomadka także zawiera maleńkie drobinki.
Producent zapewnia na stronie że bogata, pielęgnacyjna formuła witamin A, C, E, F oraz masła Shea ma pielęgnować i odżywiać nasz naskórek. Cudów nie oczekujmy, od pielęgnacji mamy balsamy i masełka do ust, ale faktem jest, że pomadki ich nie przesuszają. Przyjemne nawilżenie i poślizg utrzymuje się do 3-4 godzin po aplikacji, potem produkt trochę ściąga usta, ale nie jest to nieprzyjemne uczucie. Sam kolor utrzymuje się naprawdę długo, "wżera się w skórę ust" tak że nawet po piciu i jedzeniu nadal go widać, choć lekko ściera się od wewnątrz i jego wykończenie ulega zmianie na bardziej matowe.
Obie szminki są raczej średnio napigmentowane, ale kilka pociągnięć pozwoli pokryć równomiernie nasze wargi. Kremowa konsystencja i profilowany kształt szminki ułatwia jej nakładanie.

Pomadka do ust Classic Colorous Festival


Z tej serii zamówiłam jedną szminkę oraz kilka próbek, lecz moją opinię wystawię tylko w oparciu o doświadczenia z produktem o pełnej gramaturze, a jest to nr. 14 Szampański Róż. Poza tym jestem jeszcze posiadaczką nr. 5 Owoc Granatu, nr. 4c Malinowy Sorbet i nr. 27 Wiśnia Japońska.
Pierwsze rozczarowanie - opakowanie, które diametralnie różni się od tego przedstawionego na stronie. Mam wrażenie, że wysłano mi sam wkład (który w dodatku mi pękł!), a o właściwym pojemniku zapomniano. Jedynym plusem jest możliwość zobaczenia koloru bez otwierania produktu, gdyż został zaprezentowany na dnie.
Tak jak w przypadku pomadek Vitamin Cocktail pojemność wynosi 4,5g za cenę 12,99zł, a zatem jeszcze taniej. Tu też możemy wybierać spośród 30 odcieni i różnych wykończeń; nr. 14 to pół-transparentny brudny róż z wyraźnymi drobinami, które są lekko wyczuwalne na wargach, przez co produkt rozprowadza się nieco bardziej topornie niż poprzedniczki. Mieni się na ustach, ale jest to mocny efekt - moim zdaniem, szminka idealna do mocniejszych, matowych makijaży oczu.
Produkt zawiera formulę anti-age, kompleks regenerujący Dermaceride, witaminę E, wyciąg z kiełków pszenicy, olej rącznikowy, wosk pszczeli i Caranuba... uff. Wszystkie składniki powinny zapewniać nawilżenie, wygładzenie, regenerację oraz przedłużenie trwałości. Producent obiecuje dużo, ale niestety niewiele z tego się sprawdza -  szminka jest zdecydowanie mniej trwała i mniej komfortowa w noszeniu od poprzedniczek. Ściera się prawie całkowicie już po 3 godzinach od nałożenia - pozostaje tylko część drobin. Prawdopodobnie są to cechy koloru nr. 14 ze względu na jego specyficzne, mocno nasycone drobinkami wykończenie, ponieważ próbki były zdecydowanie bardziej trwałe i komfortowe w noszeniu.
Nie przesusza ust, ale też na pewno ich nie regeneruje i przesadnie pielęgnuje.

Cienie do powiek Colour Celebration


Minipaletka trzech perłowych cieni: śmietankowego, lawendowego fioletu i ciemnej szarości nosi numer 267. Kolory idealne na sezon jesienny do szybkiego, delikatnego makijażu oka, dlatego postanowiłam je zakupić.
Wszystkie cienie są przyjemne w dotyku, jednak pod względem aksamitności wygrywa kolor śmietankowy. Jest on w ogóle mocniej napigmentowany od reszty, co zresztą widać na swatchu. Szarość, mimo swej intensywności na palcu nie wygląda już tak spektakularnie na oku, a fiolet, który był moją największą nadzieją całego zestawu kompletnie mnie zawiódł - prawie w ogóle nie widać go na powiece! Daje jedynie lekki, fioletowy poblask.
Cienie niestety mocno się pylą, ale nie osypują jakoś specjalnie mocno podczas aplikacji. Nakładałam je na bazę w postaci korektora z alverde, który do wybitnych nie należy i na takim gruncie utrzymały się przez 8 godzin, choć makijaż nie wyglądał już świeżo i miałam ochotę go zmyć. Po 4 czysty pigment zaczął tracić na intensywności, ale drobiny były nadal widoczne.

Cień do powiek Colour Stay On Matte


Kolor 563 to cielisty róż - idealny do delikatnych, dziewczęcych makijaży, jednak nie jest to czysty mat! Nie wiem dlaczego Hean dodaje drobiny do wszystkich swoich kosmetyków, nawet matowych cieni... na stronie nie widać, żeby produkt je zawierał. (mój aparat nie uchwycił tego dobrze.)
Nie jest on aksamitny w dotyku, raczej suchy i pudrowy, zapewne przez formułę z suchym lepiszczem, czyli oil free. Mocno się pyli tak jak poprzednicy, ale jego osypywanie przy aplikacji da się przeżyć.
Po rozprowadzeniu na powiece zauważyłam w świetle dziennym delikatne drobinki, o których już wczesnej wspominałam. Cień jest matowy, mało intensywny, ale mimo to ładnie wygląda i utrzymuje się może minimalnie krócej niż poprzednicy - po nałożeniu na korektor z alverde jakieś 7 godzin; w tym czasie trochę blaknie, ale mimo to jest naprawdę znośny. No i ten kolor...

Firma dorzuciła mi do zamówienia również lakier do paznokci z serii Hean: City Fashion nr. 168. Niestety moje paznokcie się z nim nie polubiły, ponieważ na drugi dzień lakier zaczął odpryskiwać, pomimo nałożenia na warstwę odżywki 8w1 z Eveline. Dlatego też szybko się go pozbyłam i nie żałuję tego, bo nie lubię tego typu odcieni na dłoniach.

Mam nadzieję, że ta duża recenzja się Wam podobała - jest to typ postów nad którymi trzeba spędzić sporo czasu, żeby wystawić rzetelną opinię... a ja lubię testować ;)
Jeżeli miałyście któryś z tych produktów - napiszcie jak się Wam sprawdził, chętnie zapoznam się z wasza opinią.
Do zobaczenia!